STEFAN PŁONICKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
14 listopada 2024

Zorganizowana grupa samorządowa

Po co przychodzi prezydent do ministra?

Niepisowscy samorządowcy przez ostatnie lata płakali, że władza centralna tak ograniczyła ich kompetencje, że nic nie mogą. A przecież samorządność – jak twierdzą prezydenci, burmistrzowie i wójtowie – to czysta demokracja. Kto więc dybie na samorządność, dybie na demokrację? Gdyby jednak poskrobać w zdefiniowanej tak przez samorządowców samorządności, to okaże się, że nie chodzi o rządy ludu, ale po prostu o pieniądze. O kasę, w którą włodarze winni opływać i wydawać ją zgodnie ze swoim samorządowym widzimisię.

                                                             Zasiadać jeszcze bardziej

Od wyborów lokalnych minęło pół roku. Tyle czasu wystarczyło, by towarzystwo się porozprowadzało na miejscowych stołkach, posadach i fuchach. Zamiast kombinować co zrobić, by gospodarzyć efektywniej, inwestować mądrzej oraz zatrudnić najbardziej kompetentnych pracowników, samorządowcy wymyślili, jak tu zrobić lepiej sobie.

Kilka spotkań, parę telefonów i mnóstwo e-maili wystarczyło, aby w parę tygodni upichcić zbiór postulatów – jak to nader górnolotnie nazwali – „dotyczących przywrócenia autonomii samorządom i prowadzących do poprawy jakości usług publicznych oraz zmierzających do wdrażania konstytucyjnej zasady pomocniczości”. Propozycje, wraz z prezydentem Wrocławia na czele grupy samorządowców, trafiły do szefa MSWiA. Minister Siemoniak pokiwał głową, wypowiedział kilka frazesów i zapewnił, że zaraz po konferencji strona rządowa i samorządowa rozpoczną analizę zaproponowanych zmian, a nawet zwrócił uwagę, że są przygotowane w formie konkretnych zapisów.

Poza tymi ogólnikami samorządowcy nie usłyszeli żadnych deklaracji z tej prostej przyczyny, że Siemoniak nie jest idiotą i zdawał sobie sprawę, czego się spodziewać. Jako nadszef policji wiedział, że spotyka się z przedstawicielami środowiska, które nader często znajduje się w kręgu zainteresowaniu funkcjonariuszy i agentów. Od lat nie ma bowiem miesiąca, by jakiś lokalny włodarz nie stanął przed sądem. I to wcale nie z powodu wykroczeń. Od lat więzienia i areszty są pełne prezydentów, burmistrzów i wójtów oraz ich zastępców... Cały artykuł o tym, "gdzie rosną prawdziwe publiczne pieniądze" na łamach tygodnika.