Nie torturował, nie gwałcił i nie mordował. Osobiście przynajmniej. Przyznają Państwo, że jak na standardy rycerzy wiary i orędowników woli papieskiej to niezwykłe dokonania.
Pomimo tego kryształowego charakteru zazdrośnicy go oczerniali. O kim mowa? W kalendarzu liturgicznym obchodzimy właśnie święto Ignacego Loyoli, założyciela zakonu jezuitów (1491-1556). Jak większość świętych tamtego okresu, zaczynał ze szpadą w ręku w służbie królewskiej. Gdy jednak francuska kula strzaskała mu nogę i do tego medycy źle się sprawili, więc trzeba ją było łamać i składać raz jeszcze, ujrzał świętego Piotra i sobie z nim porozmawiał. Potem jeszcze miał konwersacje z Marią, matką boga (w 1/3 części),której towarzyszył jej synek. I tak hiszpański rycerzyk, bujający się po świecie za pieniądze króla i różnych innych możnych, odrzucił wszystkie kosztowności oddając je ubogim.Później pielgrzymował, od czasu do czasu poświęcał kilka chwil na „widzenia”, aż wreszcie uznał, że czas zrobić coś więcej.
Czasy niespodzianek
W XVI w. było dość… figlarnie. Otóż z religijnych głów nie wywietrzało jeszcze średniowiecze, a już objawiły się nowe zagrożenia. Loyolę posądzano, że jest heretykiem, nawet o luteranizm, więc w celu weryfikacji pogłosek stawał przed sądami inkwizycji. Tak mu się to spodobało, że postanowił przyłączyć do służby tropienia i węszenia za wrogiem.
Stąd też pomysł na jezuitów – bezwzględnie wiernych fanatyków. Wielu historyków zarzeka się, że jezuici nie zasiadali w szeregach inkwizytorów i nikogo nie przesłuchiwali.
To była wszak domena „psów pańskich”, czyli dominikanów. Problem jednak w tym, że„służyli dobrą radą” i często byli powoływani jako biegli podczas procesów sądowych, w których sądzono ludzi w sprawie ich herezji. Jednak to oni mieli decydujący głos podczas orzekaniu, czy mamy, czy nie do czynienia z herezją.
Czarne karty inkwizycji próbują wybielić katoliccy historycy. W myśl zasady, że heretycysami ze wstydu palili się na stosach, a złe książki kluczem leciały za nimi, więc Kościół nic złego ludziom nie zrobił. Tak samo jezuici: oni tylko doradzali i opiniowali, czy coś jest, czynie zgodne z doktryną. A że przy okazji nieostrożnego delikwenta ktoś nieco połamał, poprzypalał… Oj tam, oj tam... Cały felieton profesor Joanny Hańderek na łamach tygodnika.