Jedni czczą swe bóstwa na kolanach, inni leżąc, jeszcze inni stojąc. Te zaś różnią się wielkością, kształtem, nazwą, a ponoć nawet możliwościami i sposobem objawiania. Czym więc religie różnią się między sobą?
Wszystkie wyznania jednoczy jedno: mają moc kompletnego zamraczania swoich wyznawców. A dokładniej, to ich demagogia ma moc mieszania myśli i zanieczyszczania szlachetnych idei. Samo bóstwo schodzi więc na plan dalszy. Nawet specjalnie nie trzeba znać doktryny religijnej (większość dobrych katolików. którzy co tydzień, w niedzielę siedzą w kościołach, o dziesięciu przykazaniach wie tyle, że jest ich dziesięć, iż coś tam mówią o zabijaniu i niezabijaniu). Trzeba tylko zapomnieć o krytycznym myśleniu i wielbić gorąco.
Popyt i podaż
We współczesnym świecie, kiedy o religijne uniesienia w średniowiecznym duchu coraz trudniej, mamy inne podniety. Trzeba współczesnym wyznawcom przyznać, że momentami mają ciekawe wybory. Dawne religijne fascynacje bywały krwawe, a uwielbienie świętych i chęć podążania ich drogą mogły okazać się dość nieprzyjemne.
Umówmy się, w końcu opalanie na ogniu człowieka jak pieczeni, czy zdzieranie z niego skóry, nie brzmi dobrze, dlatego naśladowanie świętego i czczenie jego zakrwawionych śladów naprawdę może boleć.
Współcześni wyznawcy wolą bardziej kulturalne i przyjemne obrazy. Bywa, że nadal są religijne, wszak w XX wieku pojawiła się cała grupa wyspecjalizowanych hochsztaplerów, jak wielce święta Matka Teresa czy Ojciec Pio robiący karierę i pieniądze na słodkich minach i aureoli świętości oraz poświęcenia. I nieważne, że niczego nie poświęcali ani w niczym nie pomagali. Liczą się przecież „piar” i reklama, a ci potrafili sobie ją zorganizować. Grunt, żeby ludzie pragnący religijnych uniesień dostali uwspółcześnioną wersję miłości bożej i obrazu świętości.
Bogowie naszych czasów
W zlaicyzowanej popkulturze rządzą wzorce konsumenckie, jednak ludzie nadal potrzebują bóstw i świętości. Powstał więc panteon na miarę tych popkulturowych potrzeb.Dlatego modlitwy zanoszone są do świętych idoli życia sportowego lub bóstw z hollywoodzkiego panteonu… Cały felieton profesor Joanny Hańderek na łamach tygodnika.