Pierwszym planem ekologicznym pana boga dla Ziemi był potop. Wprowadzone w nim rozwiązania wydają się dziś radykalne, ale tak to już jest z panem bogiem – jak kocha, to całym sercem!
No więc ten dobry bóg pozwolił, by utonęły wszystkie psy, koty, sarny, jelenie, jeże i jaszczurki, barany, krowy; a do tego kobiety, dzieci, osoby w wieku senioralnym. Umierali za swoje grzechy, co jakoś go usprawiedliwia, bo któż z nas nie ma przed oczyma widoku grzeszącego płaczem noworodka… Żył jednak człowiek uczciwy i szlachetny, który dostał od boga cynk, co ten zamierza i przygotował się na wielką wodę.
Ekologia Starego Testamentu
Arka Noego jako wielki plan ekologiczny boga od dawna rozpala wyobraźnię. Ludzie ochoczo wzięli się do wypełniania boskiego przykazania, jakie otrzymał Noe, by wszystkie uratowane prze niego zwierzęta żyły w trwodze przed człowiekiem. Polowanie, rzeźnie, psy na łańcuchu, tortury kotów w średniowieczu – to nic innego jak wypełnianie woli bożej.
Jak już Noe ludzkość dowiózł do bezpiecznego portu, to ludzkość korzysta.
Religijni ludzie uwielbiają udowadniać, że mają rację. Robią to cokolwiek… dziwnie, kolekcjonując zwłoki świętych, ich czaszki, fragmenty kości, zaschnięte krople krwi, gwoździe od krzyża na którym miał dokonać żywota Jezus. To wszystko i „argumenty” o czyjejś rozmowie z płonącym krzakiem mają być dowodami na istnienia boga. To, że głów Jana Chrzciciela istnieje jedenaście jest przy tym wszystkim nieistotnym szczegółem; grunt, że te głowy były i niejeden mógł się na ich widok nawrócić. Wiara chrześcijan jest tak głęboka, że wymaga dowodu; najlepiej w postaci namacalnej i oczywistej. Stąd arka Noego podnieca jak w średniowieczu Graal.
Wiara i dowody
Zapaleni poszukiwacze śladów boga na ziemi, zdeptali wzdłuż i w szerz masyw góry Ararat. Co rusz ktoś znajdował a to jakieś drzazgi, a to kamień, który mógł być ptakiem…Wszystko pewne i sprawdzone jak głowy Jana Chrzciciela. Ostatnio kościółkowa „archeologia” znalazła sobie inne miejsce, formację Durupınar, oddaloną około 29 km na południe od szczytu Araratu.… Cały felieton profesor Joanny Hańderek na łamach tygodnika.