Jarosław Kaczyński wyznaczył byłego ministra edukacji na maszynistę, ale dokąd zmierza pociąg, do którego go wsadził – nie wiadomo. Raczej nie do „małego pałacu” przy Alejach Ujazdowskich 1/3.
Szanse, by pisowski ekspres wielkiej prędkości (jak zachwalał go nowy delfin Kaczyńskiego) dojechał do tej stacji, nie są duże, choć nie można całkowicie wykluczyć, że Przemysław Czarnek jednak tam trafi. Nie byłaby to jednak spokojna i łatwa przejażdżka, nawet jeśli splot okoliczności pozwoliłby mu zakończyć ją w najważniejszym gabinecie w kraju.
Dlaczego Czarnek?
Ewidentnie prezes Prawa i Sprawiedliwości – wciąż dzierżący w tej partii autorytarną władzę (to on wskazał kandydata na przyszłego premiera i nikomu nic do tego, mogli co najwyżej poklaskać i powiwatować) – zdecydował się na strategię polegającą na próbie odzyskania utraconych wpływów poprzez zwrot w prawo, ku radykalizmowi. To w sumie logiczna decyzja: od ubiegłorocznych wyborów prezydenckich widzimy, że elektorat prawicowy coraz bardziej jest skłonny akceptować rozwiązania wcześniej nawet dla niego niedopuszczalne. Mowa tu o kulcie siły, narodowym egoizmie, wyjściu z Unii Europejskiej, mizoginii, zapewne także autokratycznym systemie politycznym. Dla odmiany potwierdza się, że nie istnieje u nas żadna mityczna cywilizowana chadecja. Rozpad Polski 2050 nie przekłada się na wzrost poparcia dla PSL, które próbuje przekształcać się w stronnictwo tego typu. Centrowi wyborcy Hołowni zdecydowanie bardziej wolą się przytulić do Koalicji Obywatelskiej (tym bardziej, że czyni ona gesty w stronę prawicy), niż eksperymentować z narodowo-katolickim populizmem. Słusznie więc Kaczyński skonstatował, że PiS nie ma tu czego szukać.
Twarzą Prawa i Sprawiedliwości nie może być Mateusz Morawiecki, któremu trochę oleju w głowie jednak pozostało. Ma świadomość, jak funkcjonuje gospodarka, wie, że pieniądze nie biorą się ze sztuczek księgowych, trochę rozumie współczesny świat.Podczas swojego premierowania niejednokrotnie wyrzekał się tej wiedzy, ulegał Prezesowi i udawał populistę – ale wszystko ma swoje granice. A teraz nie ma już czasu na wahania, dzielenie włosa na czworo. Trzeba na pięści bić się z obiema Konfederacjami – Mentzena i Bosaka oraz Brauna… Cały artykuł Jakuba Jabłońskiego o "maszyniście", który ma prowadzić pociąg o nazwie Polska po szynach układanych przez Kaczyńskiego na łamach tygodnika.