Dolegliwością najczęściej spotykaną u polityków jest amnezja.
W polskiej polityce istnieje zjawisko, z którego politolodzy mogliby ukuć jakieś naukowe prawo. Chodzi o zdumiewającą zdolność kolejnych ekip rządzących do odkrywania patologii państwa dokładnie w chwili, gdy znajdują się w opozycji. Gdy jednak ta sama ekipa przeprowadzi się z ław sejmowych do gabinetów ministerialnych, owa patologia natychmiast przestaje być patologią, a zaczyna być „narzędziem polityki państwa”.
Klientelizm wyborczy
Za poprzedniej władzy Polska żyła przekonaniem, że oto rząd PiS stworzył system, w którym państwowe spółki i różne fundusze stały się czymś w rodzaju bankomatów politycznych. Opozycja tłumaczyła, że publiczne pieniądze płyną szerokim strumieniem tam, gdzie akurat potrzebne są władzy wizerunkowo. Na konferencjach prasowych padały wielkie słowa o „państwie partyjnym”, „systemie klientelistycznym” i „politycznej korupcji”.
Najgłośniejszym symbolem tego systemu był Fundusz Sprawiedliwości. Miał pomagać ofiarom przestępstw. W teorii był więc instytucją o charakterze niemal charytatywnym. W praktyce okazał się jednym z najbardziej elastycznych narzędzi zdobywania poparcia politycznego. Dzięki niemu kupowano sprzęt dla straży pożarnej, finansowano różne organizacje społeczne, konferencje, projekty edukacyjne i kampanie społeczne.
Oczywiście pomoc strażakom nie jest czymś złym. Problem polegał na tym, że – jak odkrywali dziennikarze – beneficjentami bywały gminy dziwnie bliskie politykom władzy.No i inicjatywy wymyślane przez ludzi tym politykom bardzo bliskich.
W roku 2018 rząd zorganizował ogromne obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości. W całym kraju odbywały się koncerty, rekonstrukcje historyczne i widowiska patriotyczne. Program „Niepodległa”, który miał koordynować te działania dysponował budżetem sięgającym dwustu czterdziestu milionów złotych! Spółki Skarbu Państwa prześcigały się w finansowaniu pikników, festynów i innych spędów, mających pokazywać jaka to ta władza jest patriotyczna i wspaniała... Cały artykuł Stefana Płonickiego o "obchodach, jubileuszach, uroczystościach" - a wszystko za naszą kasę na łamach tygodnika.