Dzięki internetowi prawo kobiet do posiadania własnej psychiki cofnęło się o 1,5 tysiąca lat.
W kwietniu w okolicach Przemyśla znaleziono na śmietniku zwłoki noworodka. Prokuratura ruszyła w związku z „podejrzeniem spowodowania śmierci dziecka”, a jej rzeczniczka raczyła media opowieścią, że „zostały ujawnione zwłoki płodu w okolicach miejsca zamieszkania młodej kobiety”.
Rozpalonymi szczypcami
Na początku chrześcijaństwa nikt nad taką sprawą by się nie zastanawiał. Jest trupek dziecięcia, jest matka, więc wszystko jasne. W IV w., za czasów cesarza Konstantyna, dzieciobójczyni po prostu zasługiwała na śmierć. I to nie byle jaką, bo zakopanie żywcem albo wbicie na pal nie pozostawiało złudzeń, że państwo nie zamierza wnikać w motywy.
Przekonanie, że dziecko nieochrzczone nie dostąpi zbawienia było ważniejsze niż życie kobiety.
Potem nadeszło średniowiecze i renesans, uchodzący za epokę postępu. W wypadku dzieciobójczyń ten postęp polegał głównie na tym, że zaczęto bardziej precyzyjnie opisywać okrucieństwo. Constitutio Criminalis Carolina z 1532 r. przewidywała, że kobieta, która „umyślnie i złośliwie swoje dziecko zabiła, jej ciało należy szarpać rozpalonymi szczypcami. Jednak w tym samym akcie pojawiło się coś, co z dzisiejszej perspektywy wygląda jak pierwszy nieśmiały krok w stronę rozumu. Zaczęto korzystać z opinii lekarzy.Jeszcze nie po to, żeby zrozumieć kobietę, ale żeby ustalić fakty. Czy dziecko urodziło się żywe, czy martwe. Czy matka kłamie. To był moment, w którym prawo – choćby niechcący – dopuściło do głosu naukę.
Na ziemiach polskich wyglądało to podobnie, choć z lokalnymi dodatkami. Zwierciadło saskie, prawo magdeburskie i komentarze Bartłomieja Groickiego wprowadzały do procesu „stare i doświadczone baby”, których zeznania miały rozstrzygać o winie.
Medycyna ludowa w służbie wymiaru sprawiedliwości. A skutek? Jeśli kobieta została uznana za winną, mogła zostać utopiona w worku wypełnionym zwierzętami, które symbolizowały „brzydotę czynu”... Cały artykuł Stefana Płonickiego o "maszynkach do rodzenia dzieci" na łamach tygodnika.