Wydaje się, że do przyszłorocznych wyborów rządząca koalicja zamierza iść nie tylko z hasłem o zapewnieniu bezpieczeństwa w „czasach przedwojennych”, ale też z tromtadrackimi mitami o polskiej potędze gospodarczej. Czym więc chce się odróżnić od poprzedników?
Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, na czym przyszłą kampanię oprą mniejsi koalicjanci. Lewica wyliczy osiągnięcia resortu pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk: reformę Państwowej Inspekcji Pracy (przekształcanie fikcyjnych umów zleceń w umowy o pracę), rentę wdowią, wydłużenie urlopów dla rodziców wcześniaków, podwyższenie zasiłku pogrzebowego, zaliczanie zatrudnienia na „śmieciówkach” do stażu pracy (młodsi pracownicy zyskają sześć dni urlopu), wolną Wigilię czy „babciowe” – choć te dwa ostatnie nastąpiły, zdaje się, z inspiracji Platformy Obywatelskiej. Pokaże też heroiczną walkę Krzysztofa Gawkowskiego o nałożenie podatku cyfrowego na amerykańskie Big Techy. Ze względu na nieformalny zakaz drażnienia Donalda Trumpa – bo a nuż znów zabierze nam tych pięć tysięcy swoich żołnierzy – zapewne walka ta do wyborów nie zostanie rozstrzygnięta, w takiej sprawie można jednak „z honorem na dnie lec”. Będzie jeszcze chwalenie się rozporządzeniem o transkrypcji do polskiego prawa aktów małżeństw homoseksualnych zawartych w innych państwach UE (to załatwiły sądy) i utyskiwanie na opór konserwatystów w kwestii związków partnerskich.
PSL – dokładnie odwrotnie – będzie przekonywało zwolenników, że tylko przekroczenie przezeń pięcioprocentowego progu powstrzyma liberalne zapędy zapatrzonych w „zgniły Zachód” Włodzimierza Czarzastego, wiceministry Kotuli i oczywiście (w domyśle) KO.Resztkami po Polsce 2050 Szymona Hołowni nikt już się nie przejmuje, bo nie ma to żadnego znaczenia.
Co obieca KO?
Koalicja Obywatelska może liczyć na jakichś 35 proc. głosów, o ile nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i niespodziewanego. Będzie pierwsza na mecie, więc dostanie dodatkową premię, czysto matematyczną, wynikającą z systemu przeliczania głosów na mandaty według wzoru D’Hondta. To jeszcze za mało.. Cały artykuł Jakuba Jabłońskiego o tym "co nam znów obiecają, a po wyborach zapomną" na łamach tygodnika.