JAKUB JABŁOŃSKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
09 lipca 2026

Szatan z Krakowskiego Przedmieścia

Skoro mamy wakacje, wrócić ma – zdaje się – kanikuła, to możemy leniwie puścić wodze fantazji.

W wywiadzie rzece „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, przeprowadzonym przez jego mentora i promotor prof. Andrzeja Nowaka znalazł się opis zdarzenia, które krakowski prawicowy historyk zakwalifikował jako zamach na kandydata na prezydenta w trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej: „Próbowano (go) po prostu otruć, wyeliminować, kiedy było już widać, że idzie po zwycięstwo, nie jest kandydatem skazanym na przegraną”.

Słowa te wywołały zrozumiałą burzę – zawierają wszak zarzut usiłowania dokonania mordu politycznego. Autor książki spuścił więc nieco z tonu, twierdząc teraz, że chodziło o „podtrucie” Nawrockiego w celu pokazania jego słabości.

Rzecz rzekomo miała miejsce 15 maja zeszłego roku, między dwoma spotkaniami„obywatelskiego kandydata PiS” na Dolnym Śląsku: najpierw w Ząbkowicach Śląskich, potem w Dzierżoniowie. Pod koniec pierwszego Nawrocki ponoć gorzej się poczuł, w kampanijnym autokarze położył się na tylnych siedzeniach i na kilka minut stracił przytomność. Gdy ją odzyskał, niczego nie pamiętał, natomiast zobaczył „autokar, cały garnitur, wszystko kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami”. Według relacji jego sparaliżowanych strachem współpracowników (nieznanych z nazwiska Mikołaja, Jakuba i Jarka), w czasie utraty świadomości „kopał nogami, rzucało nim, kompulsywnie wymiotował”. Porównali to do scen z „Egzorcysty”, horroru z lat siedemdziesiątych, w którym dziewczynka zaczyna zachowywać się w sposób przerażający, a dwaj księża próbują ją uwolnić od demona Pazuzu. O dziwo, choć świadkowie opisanego incydentu byli przekonani, że kandydat może umrzeć, „drużyna Karola” nie udzieliła mu pomocy medycznej, nie sprowadziła lekarza, nie zrobiono badań. Nie powiadomiono też policji, co także byłoby dość oczywistym krokiem.Skoro dziś sztabowcy podejrzewają zamach, to z pewnością musiało im to przyjść do głowy i wówczas. Jeszcze dziwniejsze jest, że nie odwołali spotkania z wyborcami w Dzierżoniowie, które miało się odbyć półtorej do dwóch godzin później. A najdziwniejsze – że Nawrocki jak gdyby nigdy nic wyszedł do tłumu i odfajkował kolejny punkt na swojej trasie. Nikt ze zgromadzonych (prawdopodobnie ok. 150-200 osób) nie odnotował, by zachowywał się jakoś niestandardowo... Cały artykuł Jakuba Jabłońskiego o puszczaniu na myślących ludzi "pawia obłudy" na łamach tygodnika.