Mniej wiary, więcej prawdy!
Chcesz mieć kasę, udane życie seksualne i nie martwić się o przyszłość? Seminarium czeka właśnie na ciebie!
Gdyby maturzysta chciał dziś zostać astronautą, musiałby przejść przez piekło selekcji.
Gdyby chciał zostać pilotem myśliwca, czekałyby go badania, testy, konkurencja i lata szkolenia. Gdyby chciał zostać lekarzem, musiałby najpierw dostać się na studia, a później przeżyć sześć lat nauki, staże, specjalizacje i walkę o miejsce pracy. Tymczasem istnieje w Polsce zawód, który daje gwarancję zatrudnienia do śmierci, mieszkanie służbowe, nie najgorszą pozycję społeczną, całkiem przyzwoite pieniądze, a jednocześnie od kilku lat cierpi na katastrofalny niedobór kandydatów. Tym zawodem jest ksiądz.
Kuźnia pomyślności
Nie oznacza to jednak, że wystarczy wstać rano, kupić koloratkę i zgłosić się do seminarium. Kościół od dwóch tysięcy lat uwielbia dokumenty. Kandydat musi więc najpierw przygotować nieco papierów. Potrzebne jest własnoręcznie napisane podanie do rektora, życiorys, świadectwo maturalne, jak też odpis aktu urodzenia. Trzeba też postarać się o metrykę chrztu, świadectwo bierzmowania, no i opinię swojego proboszcza. Poza tym, konieczne są fotografie, a w wielu diecezjach również zaświadczenie lekarskie, wyniki badań psychologicznych, a czasem nawet certyfikat niekaralności.
O ile jednak metrykę można znaleźć w archiwum, a świadectwo maturalne w szufladzie, o tyle opinia proboszcza jest już czymś w rodzaju kościelnego listu polecającego. Kandydat powinien więc przez pewien czas zachowywać się rozsądnie. Nie wypada publicznie wyzywać biskupa od darmozjadów, organizować happeningów pod kurią ani publikować w mediach społecznościowych teorii o tym, że Mojżesz był kosmitą. Proboszcz ma bowiem napisać, że kandydat prowadzi życie zgodne z nauką Kościoła, uczestniczy w praktykach religijnych i wykazuje cechy pozwalające przypuszczać, że pewnego dnia będzie w stanie odprawić mszę bez wywołania skandalu... Cały artykuł Stefana Płonickiego dla poszukujących fajnej i dobrze płatnej roboty na łamach tygodnika.