Czy warto inwestować w marzenia? Odpowiedź na tak postawione pytanie może być tylko jedna: zależy co to za marzenia; no i kto je ma…
Ludzie od zawsze patrzyli w niebo. Najpierw się go bali, później fantazjowali na jego temat, jeszcze później zaczęli je analizować, a kilkaset lat później badać, by po kolejnych kilkudziesięciu latach podjąć próby jego praktycznego wykorzystania. Gdyby nie marzenia, nie byłoby postępu.
Od Twardowskiego do Muska
Fantastyka naukowa zrodziła się w drugiej połowie XIX w., a za jej ojca uchodzi francuski pisarz Juliusz Verne (1828-1905), który napisał kilkadziesiąt powieści, a wśród nich „Z Ziemi na Księżyc” (1865), a pięć lat później jej kontynuację „Wokół Księżyca”. Patriotyzm każe nam jednak przypomnieć, że kiedy Verne marzył o Księżycu, przebywał już na nim Polak – Pan Twardowski; i to od XVI w. Ale to twórczość Francuza zainspirowała innego naukowca, Rosjanina polskiego pochodzenia Konstantego Ciołkowskiego (1857-1935).Pod koniec XIX w. zaczął pracować nad koncepcją konstrukcji rakiety, którą wyłożył w1903 r. w dziele „Badanie przestrzeni światowych za pomocą przyrządów odrzutowych”.Wróćmy znowu do marzeń. W 1945 r. brytyjski pisarz science-fiction i wynalazca Arthur C.Clarke wyłożył swoją teorię „trzech satelitów”. Założył, że gdyby umieścić na orbicie trzy urządzenia, nazywane dziś satelitami, mogłyby one zrewolucjonizować komunikację na świecie. Wystarczyłyby trzy „maszyny wiszące” nad równikiem Ziemi na wysokości ok. 37 tys. km i rozmieszczone względem siebie o 120 st., by móc pokryć sygnałem radiowym cały glob. Potem wydarzenia potoczyły się naprawdę szybko. 4 października 1957 r.zespół radzieckich naukowców i konstruktorów pod kierownictwem prof. Siergieja Korolowa skonstruował i wyniósł na orbitę pierwszego satelitę o nazwie Sputnik 1. Znowu oddajmy cześć prawdzie. Do sukcesu tego przyczyniły się też badania niemieckich naukowców budujących rakiety V-1 i V-2. Miałem zaszczyt znać małżonkę wybitnego radzieckiego naukowca, jednego z najbliższych współpracowników prof. Korolowa, przyjaźnię się z jego synem, która szczerze opowiadała mi o aktywności męża w Berlinie w 1945 r.: „nie ucichły jeszcze strzały w całych Niemczech, gdy kilka wywiadów zaczęło walczyć o jak najszybsze odnalezienie niemieckich naukowców i zdobycie dokumentacji ich pracy”... Cały artykuł Andrzeja Sikorskiego i Dariusza Cychola o "kosmicznym znaku zapytania" na łamach tygodnika.