STEFAN PŁONICKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
07 maja 2026

Zdziczenie

Miano homo sapiens – dość niesłusznie – zakłada, że człowiek myśli.

Dzik w polskim mieście dawno już przestał być zwierzęciem z opowieści myśliwych i leśników. Stał się sąsiadem, czasem nieproszonym, czasem dokarmianym, czasem fotografowanym z czułością, a najczęściej ściganym przez służby, które mają go zlikwidować w sposób, który z reguły nie wygląda ani dobrze, ani łagodnie, ani nawet szczególnie cywilizowanie. Warszawa naliczyła w 2025 r. 3 031 dzików. Zgłoszeń dotyczących ich obecności było 8 804, podczas gdy pięć lat wcześniej – 423. Odnotowano 341 kolizji drogowych z udziałem tych zwierząt i 121 ataków na ludzi.

Zredukowane do kontenera

Urzędnicy lubią mówić o „interwencjach”, o „odłowie z uśmierceniem” i o „odstrzale redukcyjnym”. To język, który ma zasłonić rzecz prostą i brutalną, że dzik miejski jest po prostu zabijany strzałką z trucizną zwaną dla niepoznaki środkiem farmakologicznym. Od początku stycznia do połowy kwietnia wykonano ponad półtora tysiąca interwencji, w 37 wypadkach zastosowano odłów z uśmierceniem. Tak wygląda miejska codzienność zapisana w cyfrach, w tabelach, w decyzjach administracyjnych, które czyta się sucho i bezemocjonalnie do momentu, aż zobaczy się nagranie z podwórka i truchła zwierząt ładowane do plastikowych pojemników na kółkach. Wtedy człowiekowi przestaje się mylić słowo „redukcja” z rzeczywistością.

Aktywiści mówią, że zabite dziki są „wyrzucane jak odpadki”. Lasy Miejskie odpowiadają, że pojemniki są zwyczajnie praktyczne, bo ułatwiają transport zwierząt ważących około stu kilogramów. Jedni widzą więc upodlenie i bezduszność, drudzy technikę i logistykę. Jedni widzą stworzenie, które jeszcze chwilę wcześniej chodziło między blokami z młodymi, drudzy problem, który trzeba sprawnie usunąć z przestrzeni publicznej. Granica konfliktu nie przebiega między miłośnikami zwierząt a ich wrogami, nie między humanitaryzmem a barbarzyństwem, ale między tymi, którzy patrzą na dzika jak na żywą istotę wyrwaną z porządku natury, i tymi, którzy muszą zlikwidować zagrożenie.

Władze Warszawy od lat tłumaczą, że ręce wiąże im nie tylko miejska rzeczywistość, lecz także prawo... Cały artykuł Stefana Płonickiego o "braku szacunku dla śmierci... nawet zwierzęcia" na łamach tygodnika.