Z nową siłą wraca zapomniana już nieco sprawa praworządności i organizacji sądownictwa. To kolejna odsłona wojny między demokratycznym rządem a obozem Karola Nawrockiego.
Obecny prezydent – w odróżnieniu od tria, które próbowało rozmontować niezależność wymiaru sprawiedliwości: Ziobry, Kaczyńskiego i Dudy – nie jest prawnikiem. Dotąd nie wypowiadał się w takich kwestiach jak Krajowa Rada Sądownictwa (KRS), neosędziowie, Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy. Z wykształcenia jest historykiem, więc lubi w dawnych lub bliższych dziejach doszukiwać się śladów „wielkości Polski”; z poglądów –nacjonalistą, więc ostrze swych wypowiedzi zwraca naraz przeciw Ukraińcom, Niemcom iRosji; z przekonań – trumpistą, przeto chętnie włączyłby się do ultrakonserwatywnej światowej kontrrewolucji, a dzisiejszej Ameryce złożył hołd lenny; z zamiłowania – kibolem, co m.in. wyraża się w kulcie siły. Zajmowanie się prawem, czyli dziedziną wymagającą rozwagi, cierpliwości, uwzględniania wszystkich racji, nie leży w jego naturze.
Tymczasem jest to obszar życia społecznego o pierwszorzędnym znaczeniu. Dopóki ktoś nie wejdzie w poważniejszy spór sąsiedzki albo z partnerem w interesach lub z funkcjonariuszami czy urzędnikami państwa może nawet nie mieć tego świadomości.Jednak sądy co roku rozpatrują ok. 15 mln spraw. Z tytułu przewlekłości postępowań, za czasów PiS znacząco wydłużonych, wiele osób ponosi więc jakieś wymierne straty. Innym skutkiem majstrowania przy wymiarze sprawiedliwości przez narodowo-katolickich populistycznych polityków jest brak pewności rozstrzygnięć: strona przegrana zazwyczaj je podważa powołując się na wątpliwy status neosędziego, jeśli był on w składzie orzekającym. Zanim dobrnie się do naprawdę ostatecznego końca (niekiedy ze strasburskim Trybunałem Praw Człowieka włącznie), mijają kolejne, zazwyczaj 3-4 lata.Problem z sądami ma też fundamentalne konsekwencje dla ustroju państwa. Trójpodział władz, a szczególnie niezależność trzeciej – sądowniczej, jest kamieniem węgielnym demokracji w rozumieniu zachodnim, euroatlantyckim (plus np. Australia, Nowa Zelandia; nawet w Ameryce Trumpa sędziowie zachowują niezawisłość). A do tego kręgu cywilizacyjnego większość Polaków wciąż chce przynależeć.
Przez siedem miesięcy prezydent się tymi sprawami nie zajmował, ale jak już się zajął – to z właściwym sobie przytupem... Cały artykuł Jakuba Jabłońskiego o "graniu sądownictwem w imię swoich politycznych interesów" na łamach tygodnika.