Jednym z najbardziej szokujących dla świata, a szczególnie państw NATO ekscesów Trumpa była jego próba zagarnięcia Grenlandii. Po kilkutygodniowej erupcji gróźb i piętrzenia presji Trump odpuścił. „Kolejny z jego patologicznych wybryków odszedł w przeszłość”– można było westchnąć z ulgą. Nie odszedł…
Niedawno grenlandzkie rojenia zmartwychwstały, materializując się decyzją wysłania na duńską wyspę Jeffa Landry’ego, gubernatora Luizjany, operetkowo mianowanego w grudniu przez Trumpa „specjalnym posłem na Grenlandię”. Oficjalnym celem delegacji było otwarcie rozbudowanego (do 3 tys. mkw.) konsulatu USA w stolicy Nuuk. Inny powód określono jako „pozyskiwanie przyjaciół” i „budowanie stosunków”. Misja otwartych ramion, kilka tygodni po groźbach najazdu, to niesztampowa forma kreowania przyjaźni...
Cukierki dla autochtonów
Reakcja władz i mieszkańców Grenlandii była znacznie poniżej tamtejszej temperatury.Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen odmówił uczestnictwa w ceremonii otwarcia placówki. „Posła” przywitał ponad 500-osobowy, wrogi mu tłum z wyprostowanymi palcami i transparentami typu „Ameryka do domu!” Były i pogardliwe okrzyki: „Zajmij się najpierwnaprawą swego kraju!”. Na czapki MAGA, które Landry próbował rozdawać w trakcie przejażdżki po Nuuk w lodowatej mżawce, nie było chętnych. Również próby ocieplania wizerunku TrumpoAmeryki okazały się niewypałem. „Poseł” kusił dzieci słodyczami, lecz kompletnie nie miały wzięcia. Zderzył się z murem gdy z przymilnym uśmiechem zapewniał najmłodszych: „Jeśli przyjedziecie do Luizjany i odwiedzicie mnie w rezydencji gubernatora, będziecie mogli zjeść tyle darmowych czekoladek, ile zechcecie”.
„Grenlandia nie stanie się częścią USA, niezależnie od tego ile czekoladek nam zaoferujecie” – osadził hojnego Amerykanina premier Nielsen. „Burzę” wywołała wypowiedź Landry’ego dla gazety „Sermitsiaq” wzywał Grenlandczyków do „uwolnienia się z kajdan Danii”. „Jest niewiarygodna sposobność, by Grenlandia wyzwoliła się z zależności i uzyskała niepodległość” – żartował. Władze były dotknięte, że przybyszowi zUSA towarzyszył amerykański lekarz, usiłujący oceniać system lecznictwa na Grenlandii, choć kompromitujące mankamenty zdrowotnego systemu amerykańskiego są powszechnie znane... Cały artykuł Janusza Zawodnego o "przyjacielu pana Nawrockiego" na łamach tygodnika.