W Polsce życzenie komuś stu lat brzmi jak przekleństwo.
W opowieściach o starości najczęściej mówi się o samotności, niskich emeryturach i kolejkach do lekarza. To tematy wdzięczne. Można nad nimi uronić łzę, zamówić raport, powołać zespół i wciąż nie dotknąć sedna. A sedno bywa ciężkie. Waży 80 kilogramów, leży między łóżkiem a szafą, nie potrafi wstać, nie rozumie, dlaczego upadło, czasem krzyczy, czasem bije na oślep, czasem płacze, a czasem tylko patrzy, gdy siedemdziesięcioletnia żona albo pięćdziesięciokilkuletnia córka próbuje zrobić coś, czego w profesjonalnym domu opieki nie robi się bez przeszkolenia, drugiej osoby, pasa transferowego, balkonika, podnośnika albo przynajmniej elementarnej wiedzy – podnieść człowieka z podłogi.
Doglądanie babci
Osoba z alzheimerem nie tylko zapomina imiona wnuków. Może nie wiedzieć, gdzie jest toaleta, po co jest widelec, dlaczego trzeba połknąć tabletkę i czemu noc nie jest porą na wychodzenie z mieszkania. Według NFZ w 2024 r. alzheimera i chorób pokrewnych miało w Polsce 382,6 tys. osób. Są też szacunki mówiące o 550-600 tys. osób z samą chorobą Alzheimera, bo wielu chorych nie ma formalnej diagnozy.
Opieka nad człowiekiem z demencją nie polega na „doglądaniu babci”, ale nieustannym pilnowaniu mieszkania, gazu, leków, drzwi, okien, jedzenia, pieluch, snu, infekcji, odleżyn, agresji, lęku i tego czy chory nie wyjdzie w kapciach w styczniu na ulicę. Demencja niszczy pamięć, ale zostawia ciało, które chodzi, przewraca się, chwyta, szarpie, złości się i bywa silniejsze, niż rodzina zakładała.
Innym rodzajem pułapki jest choroba Parkinsona. W Polsce żyje z nią blisko 100 tys. osób, a co roku diagnozę słyszy nawet 8 tys. nowych pacjentów. Parkinson to nie tylko drżenie ręki, ale sztywność mięśni, zaburzenia równowagi, spowolnienie ruchowe, zaburzenia połykania, zaparcia, depresja, problemy poznawcze i upadki. Człowiek, który jeszcze przed chwilą szedł, teraz stoi jak wmurowany w próg łazienki. Albo robi kilka kroków, traci równowagę i spada całym ciężarem na opiekuna... Cały artykuł Stefana Płonickiego o "dogorywaniu po polsku" na łamach tygodnika.