Lepiej zatrudnić cwaniaka bez kompetencji w Lasach Państwowych niż w szpitalu.
Poseł PiS Dariusz Matecki na „Facebooku: „Poważne oskarżenia wobec dr. Dawida Kacprzyka rzucają cień na zarządzanie warszawskimi placówkami medycznymi. Audyt w Szpitalu Południowym ma wyjaśnić wątpliwości dotyczące obsady lekarskiej, formy zatrudnienia i zakresu obowiązków, które budzą ogromne kontrowersje. Sprawa jest rozwojowa, a w grę wchodzą nie tylko kwestie etyczne, ale przede wszystkim podejrzenia o poświadczenie nieprawdy, wyłudzenia i narażenie publicznego szpitala na straty sięgające półtora miliona złotych. Zawiadomienie do prokuratury już wpłynęło, a wniosek o zabezpieczenie majątku ma być gwarancją odzyskania publicznych środków. Czy kariera w ochronie zdrowia powinna być uzależniona od politycznych powiązań, czy raczej od kompetencji? To pytanie staje się kluczowe w obliczu ostatnich wydarzeń, które mogą być dopiero początkiem większego skandalu”.
Fachowiec od hejtu
37-letni Matecki na szczęście nie jest lekarzem, ale prawnikiem z wykształcenia, choć nigdy w wyuczonym zawodzie nie pracował. Tak naprawdę to nie wiadomo, jaki fach ma wręku poseł PiS i zaufany człowiek Zbigniewa Ziobry. Przez większość swojego dorosłego życia Matecki zajmował się bowiem prowadzeniem kont w mediach społecznościowych i szczuciem na przeciwników politycznych PiS, czyli można powiedzieć, że jest zawodowym hejterem. (Jak ujawnił Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, Matecki mógł zarządzać nawet 40 profilami w mediach społecznościowych).
Za rządów PiS Matecki dzięki politycznej protekcji został pracownikiem Lasów Państwowych (LP), które padły łupem ziobrystów. Najpierw w centrali w Warszawie, a po jakimś czasie trafił do dyrekcji regionalnej w Szczecinie. Zarabiał więcej niż fachowcy z wykształceniem na stanowiskach leśniczego, podleśniczego czy strażnika leśnego, którzy pracują po kilkanaście godzin dziennie, często narażając zdrowie i życie. Ale, jak przekonuje prokuratura, zausznik Ziobry nie wykonywał żadnej pracy, więc – podobnie, jak były już radny Dawid Kacprzyk – brał pieniądze za nicnierobienie. Polityk KO przyznał siędo oszustwa i oddał pół miliona złotych, choć powinien znacznie więcej... Cały artykuł Andrzeja Sikorskiego o typie, który nigdy nie powinien zostać kimś ważnym, a już na pewno nie posłem na łamach tygodnika.