
Nic mnie ostatnio tak nie bawi, jak dywagacje na temat przyszłości PiS. Rozczaruję Was: będzie tak samo, choć troszkę inaczej, co wcale nie znaczy, że lepiej.
Najpierw okrzyknął się prorokiem, później zakwestionował boskość swojego szefa oznajmiając, że nie będzie siedział po prawicy „Ojca”, bo sam jest swoim ojcem, czyli sam się politycznie spłodził, po czym obalił komunę, wprowadził Polskę do Unii Europejskiej i w końcu został Premierem Tysiąclecia. A jak się to komuś nie podoba, to pracuje dla Berlina, jest zdrajcą albo nawet „ukraińskim pampersem”. (Odkąd rząd spełnia wszystkie kryteria oceny „ruska onuca”, posługiwanie się tym pojęciem straciło sens).
Jak hartowała się stal
Myślę, że prawdziwie streściłem zarówno karierę Mateusza Morawieckiego – w wersji, którą sam kreował – jak i wydarzenia ostatnich dni. No to teraz pierwsze pytanie: czy Jarosławowi Kaczyńskiemu naprawdę potrzebny jest taki balast? Dalej. Sprawując przez 6lat urząd premiera, Morawiecki zapisał się w historii polskiej polityki, jako niebywały kłamca. Owszem – wszyscy kłamią, ale nie na taką skalę! I nie chodzi tu bynajmniej o niedotrzymane obietnice, ale o niemal codzienne otwieranie paszczy, z której płynęły nowe kłamstwa. Czy kłamca u boku prezesa PiS zwiększa czy zmniejsza zaufanie do niego i partii? Morawiecki kierował rządem w czasie pandemii COVID-19. Skandalicznie! Co tysiące rodaków przypłaciło życiem. Stał na czele rządu w chwili wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej, dowodząc kompletnego (organizacyjnego, gospodarczego, mentalnego) nieprzygotowania na taki scenariusz. To z nim przeżyliśmy największą od 1996 r. inflację (18,4 proc.) skutkującą zamknięciem tysięcy polskich przedsiębiorstw. Potrzebny Kaczorowi nieudacznik gospodarczy? To za premierostwa Morawieckiego Polska zaliczyła na arenie międzynarodowej największe od czasu prezydentury L. Wałęsy wpadki wizerunkowe... Cały felieton redaktora naczelnego Faktów po Mitach Dariusza Cychola na łamach tygodnika.