Czy wizerunek załatwia dosłownie wszystko? Zdaniem „klasy rządzącej” tak, co odbiera ona jako prawo do robienia z nas idiotów i stan ten traktuje jako naturalny.
Dwa tysiące lat temu, popularny i dziś, specjalista z zakresu komunikacji tłumaczył swoim uczniom, że nie będzie ich uczył zamienić wody w wino, lecz mózgi w wodę. Reszta to szlifowanie technik i dorzucanie do nich nowych narzędzi. Wszystko to ma z kolei sens, gdy posiądzie się największą z tajemnic: „nieważnie co robisz, ważne, jak cię postrzegają”.
Przepis na karierę
Ma to oczywiście odpowiednik w normalnym (czyt. uczciwym) życiu. Udawaj, że pracujesz więcej od innych – wcześniej przychodź do pracy i wychodź z niej późno; wykazuj się energią – chodź po biurze szybko; wprowadzaj atmosferę tajemniczości – tak jakbyś wiedział i rozumiał więcej niż inni; udawaj, że przejmujesz się trudnościami firmy; bądź nowoczesny – wstawiaj do wypowiedzi od cholery „anglobrzmiących” i korporacyjnych słów; chwal sztuczną inteligencję – ale powtarzaj, że nie można jej w pełni ufać. Jeśli zastosujesz się do tych rad, wejdziesz na przyspieszoną ścieżkę kariery. I bez znaczenia jest tu fakt, że jesteś szują, a przy tym tępawym nieukiem. To szczegół, bo ważne jest nie to, co robisz, lecz jak cię postrzegają.
Tak właśnie niektórzy zostają ministrami, wicepremierami, premierem, prezydentem. To, że okres sprawowania ważnej funkcji będzie czasem klęsk zawodowych, też nie ma znaczenia. Ważne jest tylko, by obywatel jednego dnia, raz na cztery-pięć lat i to dosłownie przez kilka minut, postrzegał nieudacznika jako człowieka sukcesu, złodzieja jako uczciwego, a tumana miał za mędrca. Reszta po prostu się nie liczy, bo ludzie i tak będą opierać sądy nie na faktach, lecz na wyimaginowanym wizerunku. Dla „wybranych”,czyli tych, którzy tworzą przywołaną „klasę polityczną”, nie jest tragedią nawet to, żeprzegrają wybory i oddadzą władzę, bo i tak pozostaje ona w rękach tej samej „klasy”. Dla karmiących się cudzą pracą (czyli tych, którzy twierdzą, że zawodowo kochają Polskę i zawodowo jej służą) jest tylko jeden niebezpieczny moment. To wypadnięcie z „klasy”,które następuje nie z powodu indolencji, lecz z tak wielkich strat wizerunkowych, że nie da się ich już odrobić... Cały felieton redaktora naczelnego Faktów po Mitach Dariusza Cychola na łamach tygodnika.