Co mnie łączy z posłem Andrzejem Szejną? Obaj potrafimy wypić. Co nas różni? Ja lubię, on musi. No i do uprawiania mojego, bardzo zaniedbywanego hobby, nie potrzebuję funkcji wiceministra spraw zagranicznych.
Sprawa pijaństwa A. Szejny wylała się jak przewrócona szklanka wódki. Wiceminister się pokajał i dumnie oświadczył, że dzięki pomocy fachowców wyleczył się już z alkoholizmu.W zasadzie wali mnie czy pije, czy nie pije, byleby nie szmacił się na dyplomatycznych salonach. A tak bywało, i to całkiem niedawno. Wyobraźcie sobie Państwo, że najnormalniej śmierdząc gorzałą, i to na sporą odległość, pojawia się w warszawskiej ambasadzie ważnego kraju, w dodatku takiego, w którym obowiązuje prohibicja. No, pawianie rzucił, gospodarzy nie opluł, ale wstyd…
Przez całe lata pił były pisowski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, ale w końcu się pozbierał i ochłonął. Za kultowy przykład opilstwa poprzedniej władzy uchodzi były minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński, który nawet dorobił się w służbach pieszczotliwej ksywki „cerata” (według plotek tak często się moczył, że ochroniarze sadzali go w samochodzie na ceracie). Był człowiekiem posiadającym olbrzymią władzę i wiedzę, bo podlegały mu służby specjalne. I choć o nadużywaniu alkoholu wiedzieli i jego współpracownicy, i polityczni protektorzy, nikomu to szczególnie nie przeszkadzało. Niby więc specjalnej tragedii z tym pijaństwem Szejny nie ma, ale tak jakoś chciałoby się, żeby ekipa obecnie rządząca wyznaczała standardy wyższe niż poprzednicy.
W całej tej dyskusji (czyt. też str. 18) nie padają pytania, które paść powinny. O tym, że polityk Nowej Lewicy chleje, wiedzieli wszyscy w partii. Całkiem sporo działaczy utrzymuje, że nigdy nie widzieli go trzeźwego. Pojawia się więc pierwsze pytanie: skoro wszyscy wiedzieli o jego problemie, to na cholerę wsadzali go na listy wyborcze do Sejmu? A jak już został posłem, to dlaczego ważną, reprezentacyjną funkcję powierzono alkoholikowi?... Cały felieton redaktora naczelnego Faktów po Mitach Dariusza Cychola na łamach tygodnika.