ANDRZEJ GERLACH

KLIKNIJ I KUP

05 listopada 2026

Wyrok na biedaka

Tym procesem żyła cała Polska. Dla katolickiej części naszego społeczeństwa już sam fakt, że na ławie oskarżonych zasiadł biskup był obrazą wszelkich wartości chrześcijańskich, a nawet boskich, choć osobiście nie słyszałem, aby niebo w tej sprawie zabierało głos.

Natomiast dla tych, którym do kościoła parafialnego nie zawsze jest po drodze, tarnowski proces karny miejscowego ordynariusza był niewątpliwie ciekawym wydarzeniem zarówno z prawnego, medialnego, ale także moralnego punktu widzenia. Bowiem po raz pierwszy w dziejach niepodległej Rzeczypospolitej polska prokuratura, reprezentowana przez stosunkowo młodego prokuratora z tarnowskiej prokuratury rejonowej, zdecydowała się postawić w stan oskarżenia hierarchę katolickiego, którym jest ordynariusz tarnowski bp Andrzej Jeż.

Zarzut

Duchownemu postawiono zarzut, że dopiero w 2020 r. zdecydował się na ujawnienie polskim organom ścigania faktu, iż jego dwóch podwładnych, księży z diecezji tarnowskiej, seksualnie wykorzystywało osoby poniżej piętnastego roku życia. Powinien to zrobić trzy lata wcześniej, gdyż w 2017 r., w czasie rządów tak zwanej zjednoczonej prawicy, została uchwalona zmiana w prawie karnym. Polegała na tym, że każdy organ władzy państwowej, instytucji publicznej czy prywatnej, ale i instytucjonalny Kościół miały bezwzględny nakaz zgłaszania każdego przypadku, gdy ofiara pedofila ma mniej niż piętnaście lat w chwili popełnienia wobec niej przestępstwa napaści seksualnej.

Toczący się przed tarnowską temidą proces karny – śledziłem go dla „Faktów po Mitach” – miał niecodzienny przebieg. Początkowo, gdy akt oskarżenia trafił do tarnowskiego sądu, wylosowani sędziowie referenci sami wyłączali się z jego prowadzenia, powołując się na rzekomy brak bezstronności, gdyż oskarżonym był miejscowy ordynariusz katolickiej diecezji. Został on zatem przekazany do wyższych instancji, ale żaden inny sąd nie podjął się rozpatrzenia nietypowej dla polskiego wymiaru sprawiedliwości sprawy. Ostatecznie, gdy dotarł do Izby Karnej Sądu Najwyższego, także ten w pewnym sensie „umył ręce” i zdecydował, że sprawa karna tarnowskiego ordynariusza ma być rozstrzygnięta w tarnowskim sądzie... Cały artykuł Andrzeja Gerlacha o biskupie, który się "sądom nie kłaniał, ale dopadła go sprawiedliwość" na łamach tygodnika.