Polityka amerykańska epoki Trumpa – wewnętrzna i zagraniczna –przypomina pijacką burdę w barze.
Erupcje furii i nienawiści, bezsensowne pyskówki, odwet, chaos. Ktoś usiłuje mitygować, lecz nikt go nie słucha. Nie wiadomo, o co chodzi i do czego to zmierza. W wypadku barowej burdy interweniuje i przywraca porządek policja. W Trumpoameryce niemożna na to liczyć.
Najnowszym aktem draki, który wzbudził szok, pogardę i strach na świecie, stało się odwrócenie przez Trumpa o 180 stopni kluczowego wektora polityki USA. Od dekad Rosja i jej protoplasta ZSRR byli przez Amerykę postrzegani – niezależnie od proweniencji prezydenta i partii u władzy – jako wróg lub co najmniej przeciwnik. Podziwiający Putina Trump zerwał z tym, oferując Rosji pomoc finansową. Zarzuca Ukrainie, ofierze jej napaści, spowodowanie – razem z Bidenem – deficytu paliw, owocującego niemal podwojeniem ich cen od marca. Według Trumpa, kontrataki Ukrainy na rafinerie są„hańbą”; dla rosyjskich bombardowań infrastruktury energetycznej nie ma słowa potępienia. 18 października oświadczył, że „ukraińskie ataki poważnie szkodzą USA.
Zełenskiego to nie obchodzi”. Tego samego dnia w publicystycznym programie TV NBC prezydent Ukrainy powiedział: „Byłoby historycznym błędem i wielką tragedią, gdyby USA wzięły stronę Rosji”.
Odwrócenie wektora pojmowania świata przez Amerykanów (Ameryka dobra, Rosja zła) obrodziło rokoszem dyspozycyjnych dotąd towarzyszy partyjnych Trumpa. Grupa prawodawców z obu partii podpisała wspólne oświadczenie: „Stany Zjednoczone nie powinny rzucać Putinowi koła ratunkowego w formie korzyści finansowych w czasie, gdy kontynuuje on zabijanie cywilów w Ukrainie. Interes z Rosją miałby zabójcze konsekwencje”. Bunt szybko się rozprzestrzenił. Śmiałość niektórych polityków republikańskich, zaskakująca po latach totalnej uległości, to nie dowód, że niespodzianie odrósł im kręgosłup moralny. Uświadomili sobie, że poczynania Trumpa rujnują ich szanse na reelekcję. „Łagodzenie sankcji przeciw Rosji to więcej niż nieodpowiedzialność” –konstatuje republikański kongresmen Thom Tillis.
Gwóźdź do trumny?
Amerykanie są wściekli na astronomiczne ceny paliw oraz innych towarów, na rosnącą inflację... Cały artykuł Janusza Zawodnego o "Trumpoameryce', czyli kraju, który śmieszy, a nie straszy na łamach tygodnika.