Podlasie znalazło się na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej pod względem codziennego korzystania z internetu.
Natychmiast po ukazaniu się tej informacji okazało się, że polska ściana wschodnia Polski pozostaje cywilizacyjnym skansenem. Tyle że w tym samym czasie Lubelszczyzna osiągnęła najwyższy w kraju nominalny wzrost PKB, Podlasie zwiększyło dochody mieszkańców i znalazło się w czołówce samorządowych inwestycji, a wschodnie województwa zaczęły szybciej zmniejszać dystans do bogatszej części kraju. Wszystkie te informacje są prawdziwe. Zależy tylko, które z nich uzna się za warte opublikowania.
Bieda musi się zgadzać
Z polską ścianą wschodnią jest pewien kłopot. Od lat wiadomo, że powinna być biedna, zacofana, zapomniana przez inwestorów i cywilizacyjnie opóźniona. Taki obraz utrwalił się w publicystyce, politycznych wystąpieniach i niezliczonych analizach regionalnych dysproporcji. Podlasie ma być krainą bocianów, mleczarni i niekończących się pól, Lubelszczyzna rolniczym zapleczem kraju, a Podkarpacie obszarem, który mimo przemysłowych tradycji nie potrafi dogonić bogatszego Zachodu. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie statystycy, którzy od pewnego czasu dostarczają danych niezupełnie pasujących do tego obrazu.
Według wstępnych szacunków za 2024 r. nominalny produkt krajowy brutto (PKB) na mieszkańca wzrósł w porównaniu z poprzednim rokiem we wszystkich regionach Polski, ale najszybciej właśnie na Lubelszczyźnie, gdzie zwiększył się o 10,4 proc. Na Śląsku wzrost wyniósł 4,4 proc. Nie znaczy to oczywiście, że Lubelszczyzna nagle stała się bogatsza od Śląska. Nadal dzieli je znaczna różnica poziomu produkcji w przeliczeniu na mieszkańca. Znaczy jednak, że region znajdujący się na końcu krajowych zestawień nie musi być jednocześnie regionem gospodarczego bezruchu. Przeciwnie, może nadrabiać zaległości szybciej niż obszary od dawna uważane za rozwinięte.
Owszem, mówimy o wzroście nominalnym, na który wpływa inflacja. Nie należy więc przedstawiać go jako identycznego wzrostu rzeczywistej produkcji. Tyle że to samo dotyczy wszystkich województw... Cały artykuł Stefana Płonickiego o "miejscu, gdzie czas się zatrzymał sto lat temu" na łamach tygodnika.