JAROSŁAW BRATKIEWICZ

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
29 stycznia 2026

Wpisowe i wypisowe z Eurokołchozu

Kolejne i kolejne manifestacje tradycjonalistycznej prawicy przemierzają od lat uliceWarszawy. Dobiega z nich chrapliwe skandowanie: „Silna Polska, jeden naród!”,„Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę!” i „Precz z Eurokołchozem!”.

Osobliwie wybrzmiewa to ostatnie hasło. Unia Europejska jako kołchoz wszak trwoży niczym Chimera, koziowąż. Domniemywać można, że to, co kozie w Eurokołchozie ród wywodzi z buractwa sowieckiego, to zaś, co wężowe wylęgło się z jadowitego jestestwa brukselskiej biurokracji. A dzisiaj w Polsce rzesze młodych ludzi, z maturą czy bez niej, postrzegają świat często w kategoriach fantasmagorii, skoro narzędziem poznania jest dla nich piktografia, przekaz obrazowy, wylewający się ze smartfonów i tabletów w postaci Instagrama, wpisów na Facebooku itp.: niezawiłych, acz sensacyjnych komunikatów iocen. Media społecznościowe przeistoczyły się w gigantyczne wysypiska śmieci faktograficznych i „myślowych”, które spłaszczają obraz i rozumienie świata do prostackich klisz, jednowymiarowych kalek. Głoszonych jako najprawdziwsza prawda.

System „chędożenia”

System kołchozowy, jako rzekoma prefiguracja Eurokołchozu, ogarnął Związek Sowiecki na przełomie lat 20. i 30. i w formie osobliwych kooperatyw wniknął w różne sfery życia wsi. Kołchozy zasadzały się na wielosetletniej tradycji chłopskiej wspólnotowości w Rosji i wchłonęły wszystkie nieruchomości oraz majątek ruchomy uczestników tej„spółdzielczości”. Co więcej, upańszczyźniły kołchoźników, wyzuwając ich z prawa opuszczania kołchozu. Stąd akronim stalinowskiej kompartii: WKP(b), rozszyfrowywano jako wtoroje kriepostnoje prawo bolszewikow – czyli drugie (w odróżnieniu od pierwszego, wprowadzonego w XVI wieku) prawo pańszczyźniane pod rządami bolszewików.

W początku lat 30. w Związku Sowieckim przekonywano, że wstąpienie do kołchozu jest„ściśle dobrowolne”: chcesz to wstępuj, nie chcesz – to wydelegują cię ciupasem do wyrębu syberyjskiej tajgi. Jak głosi wieść gminna, Abramowicz poszedł do rabina się poradzić, co robić – wstępować do kołchozu czy też nie. Gdy rabin gładził brodę obmyślając poradę, nagle wbiegła sąsiadka Salcia krzycząc: „Rebe, dzisiaj czeka mnie noc poślubna, czy w łóżku mam być w koszuli nocnej, czy bez niej?”... Cały artykuł Jarosława Bratkiewicza o wyjściu Polski z "Eurokołchozu" - pomyśle z dupy - na łamach tygodnika.