JAROSŁAW BRATKIEWICZ

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
15 stycznia 2026

Prezydent demolka

Tego, że świat, z którym żeśmy się oswoili, osypuje się, nie widzi się spoza szyby tramwaju czy sponad hamburgera, który spożywamy na ulicy. Ale świat ów, dalibóg, kończy się.

Pejzaż postzimnowojenny dekomponował się już w końcu lat 90., a w niemałym stopniu sprawiło to – rzecz paradoksalna – rozszerzenie NATO oraz UE na wschód. Nadwątliło bowiem, w wymiarze europejskim, pierwiastkowe łącza kulturowe ekumeny „karolińskiej”,do więzi z którą mogły co najwyżej pretendować Polska, Czechy i Węgry. Niebawem zresztą kraje wschodniej flanki: Polska, Węgry, Rumunia, Bułgaria, a także Turcja, Cypr, Grecja, ujawniły – głównie za sprawą tamtejszych nacjonalistów i populistów – niepełną dostosowalność kulturową do reżymu zasad i standardów instytucji europejskich. A wraz z tym wschodnioeuropejscy nowi członkowie UE i NATO zaczęli wyraźnie orientować się na USA i zgoła łasić do Ameryki, upatrując w niej najwyższego – i spolegliwego – adwokata czy zgoła wyrokującego na ich korzyść rozjemcę w zadrażnieniach między nimi a „starą Europą”.

Dekompozycja Zachodu

Do dekompozycji Zachodu przyczyniało się też zmącenie obrazu wroga, który uprzednio,w postaci sowieckiego ekspansjonizmu, konsolidował instytucje zachodnie, zwłaszcza NATO. Ale po 1991 r. nieszczególnie w obraz wroga wcielała się „demokratyzująca się”Rosja, nie pasowały doń modernizujące się Chiny. Rola nieprzyjaciela przypadła tedy światu muzułmańskiemu, zwłaszcza tam, gdzie wyzłowieszczał się fundamentalizm islamski na szczeblu państw czy ponadpaństwowych organizacji dżihadystowskich.

Pyrrusowe zwycięstwa USA w walce z islamizmem w Afganistanie i w Iraku poważnie nadwątliły autorytet Ameryki jako jedynego – jak uważano po 1991 r. – hipermocarstwa i koncentratora „kończącej historię” uniwersalnej demokratyzacji. Przegrana Gruzji, niedwuznacznie wspieranej przez Waszyngton, w wojnie z Rosją w 2008 r., a także fiasko Arabskiej Wiosny, której Ameryka kibicowała, tym bardziej uszczupliły jej prestiż. Stanów Zjednoczonych nie mogła też nie konfudować rosnąca potęga ChRL, która wyraźnie odchodziła od doktryny Denga Xiaopinga, nakazującej, aby na arenie międzynarodowej nie wywyższać zasobów i możliwości Chin... Cały artykuł Jarosława Bratkiewicza o dekompozycji świata który znamy na łamach tygodnika.