Znów Chińczycy pobudzili mi ruch myśli. Moją inteligencję, mówiąc patetycznie.Wciągając mnie do międzynarodowej dyskusji o stosowaniu AI.
Czyli o „sztucznej inteligencji”. Po angielsku zwanej Artificial Intelligence i znanej globalnie pod taką nazwą. Chińczycy na AI mówią po swojemu, zwykle Shēndù Qiúsuǒ. To określenie pochodzi od nazwy chińskiego przedsiębiorstwa zajmującego się AI.
Przodownika pracy w tej dziedzinie.
Dyskutowaliśmy o AI podczas konferencji w Pekinie przez dzień cały. I potem, już nieformalnie, przez kolejne cztery dni naszego pobytu w Hangzhou, Ningbo i Szanghaju.Zaprosiła nas chińska Rada Państwa. Najwyższy formalnie organ władzy wykonawczej Chińskiej Republiki Ludowej. Po chińsku zwie się Zhōnghuá Rénmín Gònghéguó Guówùyuàn. Zaprosiła reprezentantów Europy Środkowo-Wschodniej na chińsko-europejską debatę. O zastosowaniu AI w komunikowaniu się liderów państwowych, partyjnych, prezesów korporacji ze swymi wyborcami i klientami. O wpływie AI na nowe warunki społecznej komunikacji. I jak zwykle na podobnych konferencjach, o szansach i zagrożeniach płynących ze stosowania AI.
Naszą część Europy reprezentowali przedstawiciele Albanii, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Czarnogóry, Bułgarii, Macedonii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Polski. Większość tej dziesiątki, to rzecznicy prasowi i doradcy medialni ministrów spraw zagranicznych, parlamentów i prezydentów. Często wcześniej byli oni też dziennikarzami. Ja, jako były dziennikarz, były poseł na Sejm RP i nadal czynny komentator, prezentowałem poglądy obu stron politycznej barykady.
AI jak młotek
Znając mój polemiczny charakter, gospodarze obsadzili mnie w najbardziej kontrowersyjnym z debatujących paneli. Znając chiński styl myślenia, porównałem AI do młotka. Takim narzędziem można wybudować dom albo most. Ale młotkiem łatwo też kogoś zranić. Nawet zabić. Zwłaszcza w mediach zwanych społecznościowymi. W mediach internetowych, komercyjnych niestety.… Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.