PIOTR GADZINOWSKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
07 maja 2026

O wyższości onuc

Jest maj, to i lęki mnie nachodzą. Już na sam dźwięk powszechnie wtedy wypowiadanego słowa. Tego na literę „eM”.

Kiedy słyszę „matury”, to zaraz zimny pot mnie oblewa. Nie dlatego, że boję się ją zdawać.

Maturę już mam, przedwojenną jeszcze. Zdaną przed wprowadzeniem „stanu wojennego”.

Skutecznie w IV LO w Częstochowie, mam to na piśmie. Nawet z obowiązkowej wtedy matematyki. Cóż, cuda się zdarzają.

Dziś drżę na hasło „matura” jedynie z powodu zakorzenionej u mnie głębokiej empatii.

Automatycznie wczuwam się w stany psychiczne młodzieży do egzaminów przystępującej.

I jednocześnie jako człowiek już sterany życiem, drżę na myśl, co ich czeka już po zdaniu matury. Egzaminu, jak każdy inny, do zdania. Nawet przez głupola. W razie wątpliwości mogę służyć nazwiskami.

Ale, jak wszyscy absolwenci już wiedzą, prawdziwe problemy maturalne zaczynają się dopiero po jej zdaniu. Kiedy trzeba wybrać studia i potem iść na nie. A iść trzeba. Wszyscy dobrze wiecie, dlaczego – nie muszę tego tłumaczyć. Zwłaszcza tym, którzy na studia wyższe już poszli.

Choć kiedyś, za czasów mojej młodości, nie wszyscy studiować musieli. Wtedy człowiek, zwłaszcza chłopak, miał wybór. Jeśli zdał maturę, a nie poszedł na studia, bo nie chciał albo go nie przyjęli, bo nie zdał obowiązkowych wtedy egzaminów, to mogli go wziąć odrazu do wojska. Na całe dwa lata. Albo nawet na trzy, jeśli skierowano go do marynarki wojennej.

Wtedy przez te lata nie musiał już myśleć, bo wojsko myślało za niego. Miał darmowy wikt i opierunek. A po złożeniu przysięgi na wierność naszej Ojczyźnie i nieagresywnemu Układowi Warszawskiemu, dostawał jeszcze kasę na papierosy lub ich przydział, kiedy były deficytowe. Takie dzisiejsze 800+. Wtedy też nieważne było, czy chcesz te fajki, czynie. Mogłeś je wypalić, dać kolegom, mogłeś zamienić na wódkę. Na wszystko, nawet na książki, znałem takiego. Bo należały ci się te fajki jak psu buda. Bo, jak wtedy mawiano, „w wojsku jest chujowo ale zawsze jednakowo”... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.