Dziś Polski bronić trzeba. I Polaków też. Nic dziwnego, że polscy politycy prześcigają się w deklarowaniu gotowości do obrony. Na przewidywanych polach bitew i frontach, które sami otwierają.
Przodują w tym liderzy narodowej katoprawicy, bo walka z „anytpolonizmem” to chleb ich powszedni. Posłanka PiS, ziobrzystka Maria Kurowska, wsławiona obroną gabinetu rektora AWS, stanęła wcześniej po stronie polskiego kotleta schabowego, podstępnie rugowanego przez antypolską, lewacką kaszę gryczaną. W sukurs ruszył jej były premier Mateusz Morawiecki, znany mistrz polskiej zakłamanej mowy. Wsparł swą konkurentkę polityczną, larum grając, że „zamiast schabowego dzieci dostają sojowego”.
Osobom niezorientowanym w wojnach polsko-polskich trzeba wyjaśnić, o co w tym nowym starciu chodzi. Otóż zdeklarowani prawicowi patrioci wykryli nowy antypolski spisek.
Dostrzegli, że rządząca koalicja proniemieckiego ruska Tuska chce przymusowo karmić polskie dzieci w szkolnych stołówkach. Niepolskim, a nawet antypolskim jedzeniem. Chce przez dziecięce żołądki dotrzeć do serc ich. Aby dziatwę nam wynarodowić i zniewolić.
Polscy narodowo-katoliccy prawicowcy wierzą bowiem – lub udają taką wiarę na potrzeby kampanii wyborczych – że polskie dziecko karmione niepolskimi potrawami rychło wszelką polskość porzuci i przejdzie na stronę zdrajców i wrogów narodu.
Lustracja kotleta
Nic dziwnego, że po takich apelach patriotyczne fora internetowe zaroiły się od debat lustrujących proponowane dzieciom stołówkowe potrawy. Pod względem ich polskiego pochodzenia, polskiego charakteru i prawicowej poprawności politycznej. Rychło debaty przeszły w bezpardonowe spory. Przedstawiane i podkręcane przez internetowe algorytmy, jadłospisowe alternatywy...
(…) Kult, czasem wręcz religijny, mięsa pojawił się w Polsce Ludowej i pierwszej dekadzie III Rzeczypospolitej. Dla inteligencji i drobnomieszczaństwa pochodzenia chłopskiego i robotniczego potrawy mięsne były symbolem awansu społecznego... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.