PIOTR GADZINOWSKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
02 lipca 2026

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim robotnikiem przymusowym. Do Niemiec trafił z łódzkiej dzielnicy Widzew.

Urodził się tam w rodzinie tkaczy w 1923 r. W czasie niemieckiej okupacji już jako nastolatek musiał pracować u niemieckiego bauera w okolicach Kłajpedy. Ale nie miał kwalifikacji i charakteru, by zostać parobkiem. Po sporach i kłótniach przewieziono go do fabryki w Westfalii. By pracował dla III Rzeszy. Stamtąd uciekł. Podróżował pociągami po całych Niemczech. Jako zbłąkany pasażer. Zwykle na gapę. Miał szczęście. Po złapaniu przez policję nie został rozstrzelany. Niemcy prowadziły wojnę totalną. Ich gospodarka potrzebowała młodych robotników.

Dostał „drugą szansę”. Bilet powrotny do Kłajpedy. Tam czekało go przymusowe kopanie okopów. Uciekł ponownie. Ukrywał się. Unikał skupisk ludzkich. Znów miał szczęście.

Trafił do oddziału radzieckich partyzantów. Tam uczył się partyzanckiego fachu.Do rodzinnej Łodzi wrócił w styczniu 1945 r., zaraz po jej wyzwoleniu. Koledzy poradzili mu wstąpienie do wojska. Tego Polskiego i Ludowego. Do Oficerskiej Szkoły Politycznej powstającej właśnie w Łodzi. Miał wiele atutów, by zrobić tam karierę. Proletariackie pochodzenie, praktyki zawodowe u radzieckich sojuszników, dobrą znajomość niemieckiego i rosyjskiego, a przede wszystkim inteligencję, łatwość pobierania nauk, ciekawość świata.

Ale długo na szkolnych zajęciach nie posiedział. Podobno zadarł ze swoim przełożonym, a w wojsku to gorsze od śmierci. Uciekł z wojska, co wtedy, w czasie trwającej wojny, było surowo karaną dezercją.

 

Po złej stronie

Uciekł do znanych mu Niemiec. Udawał tam uciekiniera z Prus Wschodnich. Trafił w łapy francuskiej żandarmerii. Dostał wybór: więzienie albo służba we francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Z dwojga złego wybrał Legię.

Po intensywnym przeszkoleniu w Algierii, wówczas francuskiej kolonii, został przerzucony do Maroka. Tam musiał walczyć z antyfrancuskimi rebeliantami. Ale to nie był koniec podróży legionistów. W grudniu 1946 r. wsadzono ich na statek „Pasteur” odpływający do francuskich Indochin. Wylądował w Wietnamie, by zwalczać tym razem wietnamską antykolonialną partyzantkę Viet Minhu... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.