Panie Marszałku, Wysoka Izbo! Czas najwyższy, abyśmy to fundamentalne zaniedbanie odrobili. Nie wiem, jak to stać się mogło i nie chcę wnikać, kto jest winien. Rząd, prezydent czy opozycja. Fakty są nieubłagane. Przeoczyliśmy rzecz fundamentalną dla naszej Rzeczypospolitej.
Właśnie minęła okrągła rocznica wielkiej narodowej tragedii. Okrutnego mordu dokonanego na elicie narodu polskiego. Podobnego tym w Katyniu, Wołyniu, Oświęcimiu.
Trzysta sześćdziesiąt lat temu, konkretnie 13 lipca 1666 r., pod wsią Mątwy nad rzeką Noteć doszło do starcia zbrojnego między wojskami wiernymi ówczesnemu królowi polskiemu Janowi II Kazimierzowi Wazie, dowodzonymi przez Jana Sobieskiego, z oddziałami konfederackich rokoszan dowodzonych przez Jerzego Sebastiana Lubomirskiego.
Choć wojska królewskie miały ponad 22 tysiące żołnierzy, a rokoszanie Lubomirskiego tylko 13 tysięcy, bitwa zakończyła się klęską królewskich. W tej bratobójczej bitwie zginęło łącznie 3 873 żołnierzy królewskich i niewielu, bo zaledwie dwustu rokoszan. Ale większość królewskich żołnierzy nie padła w czasie boju. Kiedy stracili wolę walki i honorowo poddali się zwycięzcom, ci wymordowali ich okrutnie.
Panie Marszałku, Wysoka Izbo!
Pod Mątwami wyginął kwiat armii polskiej. Zwłaszcza żołnierze hetmana Stefana Czarnieckiego. Zahartowani w walkach w Danii, Ukrainie i Polsce podczas szwedzkiego potopu. Sam Czarniecki tam nie poległ, bo szczęśliwie zmarł kilkanaście miesięcy wcześniej. Obserwujący tę rzeź z drugiego brzegu Noteci wódz przegranej armii królewskiej Jan Sobieski tak potem pisał do swej żony Marysieńki: „Nie tylko tatarowie, kozacy nigdy takiego nie czynili tyraństwa, ale we wszystkich historiach o takim od najgrubszych narodów nikt nie czytał okrucieństwie. Jednego nie najdują ciała, żeby czterdziestu nie miał mieć w sobie razów, bo i po śmierci się nad ciałami pastwili”.
Można dziś rzec, że Sobieski pokazał swe zdolności do czarnego pijaru. Ale też polityczny brak pamięci.. Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.