PIOTR GADZINOWSKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
29 kwietnia 2026

Tańce z gwiazdami

Pochód to moje środowisko naturalne. Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem.

Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież akademicka i wykolejona, pisarze i murarze, Kurpie i Kaszubi, no i Warszawiacy, których nikt nie lubił. Bo Warszawiacy nosa zadzierają.

Każda porządna pielgrzymka, zanim Jasną Górę nawiedziła, musiała się pomodlić w mstowskim klasztorze. Potem kupą pieszych wchodziła do miasta ulicą PPR, czyli Polskiej Partii Robotniczej. Na placu imienia Marcelego Nowotki, komunisty zabitego przez komunistów, pielgrzymi formowali szyk. Księża z głośnikami na przedzie, za nimi kobiety i dzieci, a faceci na końcu. Wchodzili w Aleje Najświętszej Marii Panny, w skrócie NMP, prowadzące do klasztoru. Nazwane tak ku czci jego patronki Matki Boskiej Częstochowskiej, czarnej Żydówki, nielegalnej imigrantki z Ukrainy, ziomalki mojej. Aleje formalnie powstały w 1826 r. Zawsze były ku czci NMP, jedynie w latach 1942-45 przemianowano je na Adolf Hitler Allee.

Pielgrzymki obserwowałem od zawsze, ale w nich nie chodziłem. Maszerowałem ich trasą podczas wielogodzinnych procesji Bożego Ciała. Mój tatuś był chorążym sztandaru Cechu Rzemiosł Piekarzy i Cukierników i kolektywnie dźwigaliśmy wielką chorągiew. Wtedy pojąłem sztukę dyskretnego urywania się z pochodu w odpowiednim momencie, tak „po angielsku”. Przydała się podczas pochodów pierwszomajowych, na które chadzałem jako licealista, aby podrywać dziewczyny z innych liceów.

Aby protestować, chodziłem na pochody jako student i homo politicus, kiedy zamieszkałem w Warszawie. Szli górnicy i hutnicy, młodzież akademicka i wykolejona, pisarze i murarze, Kurpie i Kaszubi, no i Wola z Ochotą.

Byłem lewakiem w Polsce Ludowej i wraz z koleżkami szliśmy w grupie Uniwersytetu.Kiedy mijaliśmy trybunę z kierownictwem Partii i rządu, wrzeszczeliśmy w ich stronę lewackie hasła: „Uspołecznić fabryki” albo „Więcej robotników do Biura”. W tym ostatnim chodziło o zwiększenie reprezentacji prawdziwych robotników w Biurze Politycznym KCPZPR. Niestety, kierownictwo Partii i rządu nie posłuchało nas i Polska Ludowa upadła... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.