Nadejście wakacji w Polsce zwiastują „paragony grozy”. Publikowane w internecie zdjęcia rachunków wystawionych w barach i restauracjach. Zlokalizowanych w popularnych wakacyjnych kurortach.
Zawsze też ilustrowane wizerunkami dań, jakie po zamówieniu otrzymaliśmy. Bez tych wizerunków upubliczniany paragon nie budzi pożądanych emocji. Istnieje też zasada skali grozy takiego paragonu. Im wyższa jest wydrukowana na nim suma końcowa i jednocześnie im bardziej rachitycznie wyglądają zamówione dania, tym gwałtowniej rośnie poziom wywołanej grozy.
Upowszechnianie tych paragonów odbywa się wedle zwyczajowych zasad.
Sfotografowana kwota do zapłacenia musi być wyraźnie widoczna. Sfotografowane dania muszą być konsumpcyjnie nietknięte. Nie mogą być nadgryzione, nawet choć krztynę. I tu pojawia się Pierwsza Tajemnica Paragonów Grozy.
Każdy, kto choć raz skorzystał z polskich barów i restauracji, tych niesamoobsługowych, wie, że najpierw otrzymuje się dania, a dopiero potem płaci się za nie. Zatem ów budzący grozę paragon dostajemy dopiero po zjedzeniu. Skąd zatem te nienadgryzione dania i jednocześnie dostarczony paragon? Przecież na tym świecie nie można zjeść ciastka i dalej go mieć.
Oczywiście, zjedzone wcześniej dania zawsze można zwrócić, aby potem je sfotografować. Zwłaszcza kiedy talerze, na jakich je nam przyniesiono, nie zostały jeszcze uprzątnięte. Niestety, dania raz już zjedzone i potem zwrócone nie prezentują się na talerzach wiarygodnie i estetycznie. Nawet kiedy okres przechowywania ich w żołądkach jest krótki. Jedynie zupy, zwłaszcza w formie kremu, przed spożyciem i po ich zwróceniu wyglądają prawie podobnie.
Szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, zwróciłem się do znawców polskiej kultury internetowej. Uświadomiono mi, że przynajmniej od kilkunastu lat Polki i Polacy, czyli my, lubimy dzielić się swym codziennym jedzeniem. Z przyjaciółmi, a nawet ludźmi obcymi. To taka polska tradycyjna gościnność.
Zwykle dzielimy się tym jedzeniem w internecie. Publikujemy tam zdjęcia jaj na twardo lub miękko, jakie zaserwowaliśmy sobie dziś na śniadanie. Wideo z kolacji przy świecach w romantycznej restauracji albo z konsumpcji hot-doga na stacji benzynowej... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.