W lipcu 1949 r. wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Chin Liu Shaogi odwiedził Moskwę. Stalin potraktował go jak wasala.
Pokazał mu mapę Europy i Azji. Potem pouczył, że nowa Chińska Republika Ludowa nie będzie wtrącać do spraw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie powinna też kontaktować się z państwami kapitalistycznymi. Chiny mają pilnować interesów ZSRR i socjalistycznej wspólnoty w Azji. Przede wszystkim w Azji Południowo-Wschodniej. Bo Azję Środkową Stalin także traktował jako sferę swoich wpływów.
Liderzy Komunistycznej Partii Chin podziwiali skuteczność Stalina. Ale pamiętali, że wcześniej wspierał ich rywali z nacjonalistycznego Kuomintangu.
Dobre Chiny, wedle stalinowskich koncepcji, to Chiny podzielone na dwa państwa.
Jednym miała zarządzać KPCh, drugim Kuomintang. Stalinowską koncepcję powojennego azjatyckiego ładu dopełniała satelicka proradziecka Mandżuria, utworzona na terytorium Mandżukuo. Państewka stworzonego w 1932 r. z ziem chińskich, podporządkowanego Japonii. A także dwa proradzieckie państwa, Mongolia i Turkmenistan Wschodni, wykrojone z ziem dawnego cesarstwa Chin.
Zdecydowane zwycięstwo KPCh w 1949 r. w wojnie domowej zburzyło Stalinowi wizję jego ładu. Powstało wielkie państwo, potencjalna konkurencja wobec ZSRR. Liderzy KPCh przyjęli do wiadomości dyrektywy Stalina, ale nie zamierzali ich wykonywać. Robili to, co każdy chiński polityk świetnie potrafi. Cierpliwie czekali na sprzyjający moment.
Okienko pogodowe
Minęły tylko cztery lata i Stalin umarł. W Moskwie zaczęły się walki o schedę po nim.
Chińscy liderzy postanowili wykorzystać chwilowy chaos. W lipcu 1954 r. odwiedził Polskę premier Zhou Enlai, łamiąc stalinowską dyrektywę, która zabraniała Chinom kontaktów z naszym regionem. Oficjalnie Zhou wybrał Warszawę, bo gdzieś musiał mieć międzylądowanie. Wracał z konferencji pokojowej w Genewie. Tam nowy koncert mocarstw uznał niepodległość Wietnamu Północnego i zamroził podział Półwyspu Koreańskiego... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.