Tak naprawdę hospodar wołoski Wład III Palownik był znakomitym wodzem i sprawnym władcą.
Mógłby jeszcze lepiej zabłysnąć swymi talentami. Ale przyszło mu rządzić na trudnym terenie i w złym historycznie momencie. Przez całe życie musiał walczyć o suwerenność, swą i swego księstwa, z dwoma ówczesnymi mocarstwami. Osmańską Turcją i królestwem Węgier.
Z wojującymi też między sobą mocarstwami radził sobie, lawirując między nimi. Do perfekcji opanował sztukę propagandy. Zastraszania przeciwnika, budzenia w nim grozy.Obce wojska przerażał widokami setek nabitych na pale swych przeciwników. Tak skończy każdy, kto przeciwko mnie wystąpi, przestrzegał profilaktycznie.
Stosowane przez niego metody nie były nowe. Podobnie rozbrajali wolę walki swych przeciwników biblijni Żydzi, Mogołowie, wielki Tamerlan, a także oligarcha ukraińskiego pochodzenia książę Jaremi Wiśniowiecki walczący z kozackimi powstaniami. Uznany potem za wzorowego polskiego patriotę.
Niestety, ambitny i potrzebujący pieniędzy Wład sięgnął do kies niemieckich mieszczan, władających miastami w Transylwanii. Strzygł ich podatkami, nie wbijał na pal. To miłosierdzie zemściło się na nim. Polski król Władysław Łokietek taki łagodny nie był.
Niemieckojęzycznych mieszczan zwyczajnie wymordował. Nikt się teraz Łokietka nie czepia, nawet chwalony jest za to.
Ale siedmiogrodzcy mieszczanie sięgnęli po wyjątkowo okrutną broń. Potrafili pisać, rozumieli siłę druku. Zatrudnili oszczerców, uruchomili hejt wobec rumuńskiego patrioty. W masowo drukowanych i kolportowanych pamfletach wykreowali ambitnego władcę na potwora. Hejt poszedł w świat, czyli do Europy Zachodniej. Czarna legenda Włada Palownika rosła jak ciasto na kwasach. Rychło europejskie nieuki połączyły tatusia Włada Palownika, wielkiego obrońcę chrześcijaństwa na Bałkanach, Włada II, zwanego Diabłem, i jego syna w jedną odrażającą figurę. Dodano mu jeszcze cechy wampira. A z dalekiej kulturowo Rumunii uczyniono krainę wampirów i wilkołaków. Ukoronowaniem tego była powieść Brama Stokera „Drakula” , wydana w 1897 r., wykorzystana potem w licznych komercyjnych filmach... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.