Ekip telewizyjnych jeszcze nie było. Zachowały się czarno-białe zdjęcia filmowe i relacje świadków.
Zapamiętali, że przyjechał na plac Ba Dinh francuskim samochodem, eskortowany przez gwardię rowerzystów. Półmilionowy tłum ujrzał go na prowizorycznej trybunie. W otoczeniu ministrów powołanej wtedy Demokratycznej Republiki Wietnamu. „Wszyscy ludzie zostali stworzeni jako równi sobie. Stwórca obdarzył ich niepodważalnymi prawami do życia, prawem do wolności oraz prawem do poszukiwania szczęścia” – odczytał inwokację do napisanej przez siebie Deklaracji Niepodległości Wietnamu.
Tylko nieliczni zauważyli jej podobieństwo do Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Nie było przypadkowe. Za plecami nowego rządu stał Archimedes Patti, major amerykańskiego wywiadu. Szef delegacji armii USA, która uzbroiła defilujących przed trybuną partyzantów patriotycznego Viet Minhu. Na koniec uroczystości amerykańskie samoloty przelatywały nad trybuną, oddając zebranym przyjacielski salut.
Zwłaszcza ich ówczesnemu sojusznikowi Ho Chi Minhowi, liderowi Viet Minhu.
Proklamującemu 2 września 1945 r. powstanie Demokratycznej Republiki Wietnamu. I przyszłą niepodległość całego kraju.
Władza Ho Chi Minha długo się w Hanoi nie utrzymała. Tydzień później wkroczyły tam oddziały nacjonalistów z Republiki Chińskiej, niechętnej niepodległemu Wietnamowi.
Chińczycy zajęli północne tereny Wietnamu, bo miesiąc wcześniej w Poczdamie przywódcy USA, ZSRR i Wielkiej Brytanii podzielili świat na strefy wpływów.
Zadecydowano też o przyszłości Wietnamu. Byłą kolonię francuską, okupowaną od 1940 przez Japończyków, podzielono arbitralnie na dwie strefy. Północną dostały w zarządzanie sojusznicze Chiny, rządzone przez nacjonalistę Czang Kaj-szeka. Południe kraju przypadło Wielkiej Brytanii usadowionej w niedalekiej Birmie. Ponieważ Londyn potrzebował poparcia Francji dla swej polityki w Niemczech, oddał „swoje” południe Wietnamu generałowi de Gaulle. Ponieważ Czang Kaj-szek potrzebował pieniędzy na wojnę domową z komunistami Mao, odsprzedał „swą” część Wietnamu Francuzom... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.