Coraz bardziej zazdroszczę Wietnamczykom zupy Pho. Wymawia się jej nazwę inaczej niż pisze, tak między „ Fo” a „Fa”. Jada się ją w Wietnamie też inaczej niż w Polsce.
Można ją jeść na obiad, który tam spożywa się o godzinie 12. Warto to wiedzieć, zwłaszcza kiedy umawiamy się z Wietnamczykami na lunch. Wietnam to nie Szwajcaria albo Hongkong. Nie ma tam podobnych, bezlitosnych rygorów punktualności. Jednak obiad w Wietnamie zaczyna się o 12 i w tym wypadku nie wypada umawiać się na niego później. Nie można też spóźniać się, zmuszając miejscowych przyjaciół do czekania na nas z jedzeniem. Pamiętajcie zatem, że o godzinie 12 Wietnamczycy czują się naprawdę głodni. Każda zwłoka w jedzeniu wywołuje u nich co najmniej złość.
Zupą Pho można też zacząć dzień. Zjeść jej porcję, zwykle mniejszą niż obiadowa, na śniadanie. Już o szóstej rano. Daje cenną energię ruszającym do pracy. Lubię ją wtedy jeść. Zwłaszcza kiedy mieszkam w „wietnamskim” hotelu, gdzie nie serwują wyboru europejskich dań śniadaniowych. Kiedy alternatywą jest ta ohydna owsianka chao, jedno z nielicznych dań azjatyckich, które mój organizm zwyczajnie odrzuca.
A zupę Pho mogę jeść codziennie. Nawet kiedy nie potrzebuję porcji energii do pracy.Kiedy wstaję raniutko jedynie po to, aby się potem dłużej byczyć. Mogę jeść Pho ze smakiem, bo nauczyłem się zupowej kreatywności. Wiem już, że standardowo podaną zupę można dodatkowo przyprawiać. Wedle wiedzy i aktualnego nastroju. Mogę przyprawić ją wedle smaku preferowanego na północy kraju. Wtedy subtelnie, aby uszanować zaproponowany przez kucharza smak. Dodać jedynie odrobinę szczypiorku, plasterków cebuli i octu czosnkowego.
Ale mogę też zrobić sobie Pho południowe. Najpierw wcisnąć sok z limonki, a potem już nie żałować zieleniny. Bazylii tajskiej, kiełków fasoli mung, kolendry i wszystkich dostępnych ziół. Potem chlapnąć sos chili i sos hoisin.A jeśli dopisze mi nastrój, to jeszcze do każdego z wariantów Pho dodam trochę stylu Hue. Tradycyjnej kuchni cesarskiej. Talerz „malowany” kompozycją z ziół, plastrów mięsa i sosów.
Z kronikarskiego obowiązku dodam, że obiadowa Pho wzmacnia na resztę dnia, a wieczorna na noc. A jeśli usłyszysz Wietnamki narzekające, że w domu ostatnio miały tylko „ryż”, to znaczy, że seks dalej z tym samym mężem... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.