PIOTR GADZINOWSKI

KLIKNIJ I KUP

TYGODNIK FAKTY PO MITACH
08 stycznia 2026

Wesoło już było

W nowym roku poraziła mnie przerażająca informacja. Ogłoszono wyniki fundamentalnych, przekrojowych, globalnych badań słów najpopularniejszych obecnie na świecie piosenek.

Wydźwięk ich treści jest jednoznaczny. W ostatnich latach smutne piosenki masowo wyparły piosenki wesołe. Kiedyś wielce popularne, dominujące na rynku muzycznym. To oznacza, że teraz nasz zglobalizowany świat nie nuci o poranku refrenów „Hej ho, hej ho,do pracy by się szło”. Ludzie nie dowartościowują się refleksją „Jak dobrze wstać skoro świt”. A potem, patrząc w okno przy porannej kawie, nie zauważają, że „Autobus czerwony przez ulice mego miasta mknie”.

Teraz młody chłopak albo pragnąca wspólnej higieny para nie wzdycha radośnie przy porannym prysznicu, że „Ptak śpiewa o poranku”! Teraz młodzi ludzie, bo zwykle to młodzi wiekiem i duchem najczęściej śpiewają, każdy swój dzień zaczynają przede wszystkim smutnymi piosenkami. Naszpikowanymi depresyjnymi treściami. O tym, że nie chce im się nawet wstać z łóżka. A jeśli już wstali, to „ch… wie, po co”. Po czym konstatują: „Nic, naprawdę nic nie pomoże, jeśli ty nie pomożesz dziś miłości”. A podróżując pociągiem modlą się: „Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy”.

A przecież były w naszym kraju czasy, kiedy piosenki wesołe dominowały w życiu codziennym. Nawet w więzieniach, miejscach uważanych generalnie za mało radosne.

Moi koledzy, gity ze świętego miasta Częstochowy, w niejednym więźniu garowali. Każda odsiadka wzbogacała ich o nowe dziary i więzienne melodie. Śpiewali mi je na wolności, kiedy pierwsze wypite kwachy pierwsze kopy dawały. Śpiewali, że „grube są mury wienzienia, tyle młodzieży w nich jenczy, czekają amnestii zbawienia, głód i pragnienie ich menczy”. Dzieje się tak, bo „naczelnik tego wienzienia, to taki łajdak i świnia, do pracy ciągle zagania, skąpi nam ciągle jedzenia”. Śpiewali smutnymi zaśpiewami z użyciem kilku równie smutnych gitarowych akordów. I wydawało się wtedy, że nic już im nie pozostało.

Tylko złapać za mojkę i sznytami się pochlastać... Cały felieton redaktora Piotra Gadzinowskiego na łamach tygodnika.