Zmiana rocznej daty łączy się z wiarą, a przynajmniej nadzieją, że wszystko się ułoży i będzie lepiej, szczęśliwiej, pomyślniej.
Początek 2026 r. nie nastraja optymistycznie. Raczej przeciwnie.
Polska wojna na górze
Zaczęła się w 1990 r. od konfliktu Lecha Wałęsy, jeszcze jako przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, z rządem Tadeusza Mazowieckiego. Po wyborach prezydenckich przekształciła się w wojnę między tzw. dużym i małym pałacem. Nasilała się, ilekroć prezydent i rząd reprezentowali różne polityczne poglądy, ambicje, partie, koalicje i interesy (1990-1995, 1997-2001, 2007-2010 i od października 2023), a gdy te same, przygasała lub wręcz ustawała (1995-1997, 2001-2007, 2010-2023). Swoisty wyjątek stanowiły obie kadencje Aleksandra Kwaśniewskiego, który wcześniej był prominentnym politykiem SLD, ale chętnie o tym zapominał. Współpraca z kolejnymi rządami przebiegała dość bezkonfliktowo, choć z premierem Buzkiem (PO) dzieliły prezydenta polityczne interesy, a z premierem Millerem (SLD) ambicje, które spowodowały tzw. szorstką przyjaźń.
Z kolei aż nadmierna zgodność dużego i małego pałacu była w czasach Rzeczpospolitej Obojga Kaczorów (2005-2007), bezobjawowej kadencji Bronisława Komorowskiego z PO(2010-2015) i przede wszystkim za piastowania prezydenckiego urzędu przez Andrzeja Dudę (2015-2023), który uległością wobec prezesa swojej partii dorobił się ksyw „długopis Kaczyńskiego”, „notariusz PiS”, „maszynka do podpisywania” i wielu dużo bardziej obraźliwych.
Cztery kadencje tej trójki prezydentów pokazały, że nie jest wskazane, aby cała władza była skupiona w rękach jednej partii, nawet jeśli tworzy z kimś koalicję, gdyż najwyższy urząd w państwie robi się wówczas marionetkowy. Prezydent, zamiast stać na straży konstytucji, dbać o dobro Polski i obywateli, reprezentuje jedynie interesy partyjne, a prezydenckie weto nie jest stosowane nawet wtedy, gdy powinno. Ale przecież było jeszcze gorzej, kiedy premier był z PO, a prezydent z PiS, gdyż animozje między dwoma odgałęzieniami z solidarnościowego pnia były od czasów Wałęsy coraz większe... Cały felieton profesor "Imperatorki" Joanny Senyszyn na łamach tygodnika.