Ponoć rząd Tuska wierzy, że rozdmuchanie polskich wątków afery Epsteina pomoże mu rozgromić PiS i wygrać wybory w 2027 r. Szatański plan czy naiwność granicząca z głupotą?
Trzy miliony stron
Kiedy Amerykanie opublikowali wreszcie trzy miliony stron dokumentów dotyczących afery Jeffreya Epsteina, świat zatrząsł się z oburzenia i obrzydzenia. Choć wiele nazwisk i szczegółów zostało zaczernionych, to z ujawnionych e-maili, listów, zdjęć i filmów wyłonił się wstrząsający obraz globalnych elit. Finansowych, biznesowych, politycznych, artystycznych, arystokratycznych. Funkcjonujących w świecie wzajemnych przysług.
Klientela Epsteina to byli ludzie z pierwszych stron gazet, bywalcy Davos, filantropi z fundacjami większymi niż budżety małych państw. Niby wszyscy o tym wiedzieli, ale tylko z szeptów po kątach, a teraz mogą odczytać z upublicznionych dokumentów. O nowe, znane nazwiska powiększyła się wcześniejsza lista seksualnych drapieżców, ludzi uzależnionych od stosowania przemocy, zażywania narkotyków, spragnionych zboczonych rozrywek na Epsteinowej „Wyspie pedofilów”, na którą latali odrzutowcem „Lolita Express”,ale też ludzi gotowych za pieniądze prowadzić mu nie tylko szemrane interesy, ale i proceder handlu ludźmi, w tym nieletnimi.
Do już znanych kompromitacji, dymisji, mętnych tłumaczeń doszły nowe. Po 2008 r., kiedy Epstein przyznał się do nakłaniania osób niepełnoletnich do prostytucji i po kontrowersyjnej ugodzie z prokuraturą na Florydzie, odbył 13 z 18 miesięcy wyroku, tłumaczenia, że nic się nie wiedziało o jego przestępczej działalności, były tylko niewiarygodnym wykrętem, choć wciąż stosowanym. Po obecnej, oficjalnej publikacji zatrzęsły się nie tylko biznesy, ale też brytyjska, a zwłaszcza norweska monarchia. Po ujawnieniu, że żona następcy norweskiego tronu księżna Mette-Marit – jak sama przyznała – pozostawała w przyjaźni z Epsteinem, a w korespondencji do niego używała sformułowania „Kochany”, tylko 30 proc. Norwegów widzi ją jako królową, a poparcie dla monarchii spadło do 50 proc... Cały felieton profesor "Imperatorki" Joanny Senyszyn na łamach tygodnika.