W Polsce nawet meble bywają politycznie podejrzane i konfliktogenne.
Od trzydziestu siedmiu lat Polacy nie potrafią się porozumieć, czy Okrągły Stół był patriotyczny czy zdradziecki, czy to historyczne miejsce pracy czy ikona, narodowa relikwia, fetysz transformacji, akt założycielski demokracji, artefakt III RP czy symbol hańby.
Roboczy mebel
Okrągły stół, pisany małymi literami, zamówiła PZPR na negocjacje z „Solidarnością”jesienią 1988 r. w jednej z państwowych fabryk mebli. Składał się z zestawianych segmentów i został umieszczony w Sali Kolumnowej Pałacu Namiestnikowskiego (obecnie Pałac Prezydencki). Był okrągły, bo to gwarantowało brak miejsca honorowego, formalną równość układających się stron (władza – opozycja) oraz dawało czytelny przekaz propagandowy, także na potrzeby mediów.
Trwające dwa miesiące obrady, w których uczestniczyło ponad 700 osób, toczyły się podczas około 100 posiedzeń, w różnych miejscach, przy różnych stołach, w trzech głównych zespołach (gospodarki i polityki społecznej, reform politycznych i pluralizmu związkowego), 10 podzespołach (ekologii, górnictwa, polityki mieszkaniowej, młodzieży, nauki, oświaty i postępu technicznego, reformy prawa i sądów, rolnictwa, środków masowego przekazu, stowarzyszeń i samorządu terytorialnego, zdrowia) oraz kilku grupach roboczych.
Podczas trudnych negocjacji ustalono m.in. utworzenie Senatu i urzędu prezydenta PRL, kwotowe wybory do Sejmu, likwidację Rady Państwa, rejestrację „Solidarności” i NZS, większe kompetencje Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich, dostęp opozycji do mediów. Pracowano głównie przy podstolikach, a relatywnie najrzadziej spotykano się przy okrągłym stole... Cały felieton profesor "Imperatorki" Joanny Senyszyn na łamach tygodnika.