Wszyscy autokraci są do siebie podobni, każdy demokrata jest nim na swój sposób.
Trzej polscy jeźdźcy autorytaryzmu: Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Karol Nawrocki nie znoszą się nawzajem, bo – wbrew pozorom – mają ze sobą wiele wspólnego: działają w ramach logiki władzy, w której centralną kategorią nie jest partia, lecz przywódca, nie deliberacja, lecz emocja, nie instytucja i procedury, lecz lojalność. Podstawową różnicą jest to, że Kaczyński i Nawrocki testują i podważają mechanizmy liberalnej demokracji, a Tusk ich broni, ale się nie cieszy.
Polityka z twarzą zamiast programu
Współczesna polska polityka coraz mniej przypomina spór idei, a coraz bardziej konkurs siły, bezwzględności i bezczelności. Partie polityczne, które w teorii demokracji są instytucjami pośredniczącymi między obywatelami a państwem, w praktyce stają się bezwolnymi bytami w rękach liderów. Programy są coraz krótsze, struktury kostnieją, a wewnątrzpartyjna demokracja jest uznawana za luksus, na który szkoda czasu.
Personalizacja polityki stała się mechanizmem systemowym. Jest normą, której wszyscy oczekują. Media potrzebują twarzy, konfliktu i emocji, a wyborcy prostej narracji i jasnego podziału: my – dobrzy, szlachetni, uczciwi; oni – odrażający, brudni, źli.
W klasycznym modelu demokracji partie są wspólnotami, miejscami formowania elit, przestrzenią programowego sporu i realnych decyzji, mechanizmem reprezentacji różnych interesów. W modelu personalistycznym stają się jedynie zapleczem logistycznym, instrumentem legitymizacji lidera i maszynką wyborczą. Tym samym tracą znaczenie jako zbiorowi aktorzy polityczni i ustępują miejsca swoim liderom, którzy traktują je jak narzędzia i utożsamiają partię ze sobą. Kampanie wyborcze stają się referendami za lub przeciw liderowi, a krytyka szefa jest uznawana za zdradę obozu.
Tusk, Kaczyński i Nawrocki – choć funkcjonują na różnych poziomach systemu politycznego – reprezentują taką samą logikę przywództwa i wpisują się w ten sam mechanizm personalizacji władzy. Każdy z nich reprezentuje inny styl, inne zaplecze i inną narrację, ale wszyscy trzej wzmacniają model polityki opartej na silnej figurze przywódcy, anie na autonomicznych instytucjach... Cały felieton profesor "Imperatorki" Joanny Senyszyn na łamach tygodnika.